NASZE PODRÓŻE  
Trasy naszych wypraw  
Ludzie z naszych wypraw  
Ulubione zdjęcia  
Pomysły na biznes  
Wrażenia ekologa  
Ciekawostki kulturowe  
O nas / kontakt  
Inspiracje  
Przygotowania / Rady  
My w mediach  
Do nich wrócimy!  
ENGLISH VERSION  
 

2007-01-23  Metafizyka podrozy I

Autobus znow niesie nas w swiat. The bus is taking us into unknown. Again.


Mimo wszelakich przygod, a moze wlasnie rowniez dzieki nim, lubie jezdzic autobusami. Pokonuja odleglosci w latwo przyswajalnym tempie. Na zewnatrz przesuwaja sie ludzie, zwierzeta i krajobrazy. Otwarte okno pomaga stopniowo przyzwyczajac sie do zmieniajacego sie klimatu, a dlugi czas podrozy pozwala pozegnac sie z tym co bylo i otworzyc glowe na to, co nadchodzi. Przemieszczanie sie z jednego miejsca w drugie stwarza poczucie zatrzymania w czasie; spokojna pewnosc celu zostawia duzo miejsca na mysli.
Co innego samoloty z klimatyzacja dajaca zludzenie, ze wszystko pozostaje bez zmian i czasem lotu sugerujacym przemierzenie kilku miast a nie stref czasowych. Wsiadamy w zimie i puf, jak za dotknieciem czarodziejskiej rozczki, wysiadamy latem. W glowie wiruje, chce sie spac w dzien i wedrowac noca. Dzieki samolotom podroz taka jak ta w ogole jest mozliwa, ale to autobusy dodaja jej smaku i kolorow. Ucza cierpliwosci i nagradzaja beztroska. To swietne miejsce, zeby obserwowac lokalnych mieszkancow. Indianie podrozuja z dobytkiem zawinietym w chusty. Niektorzy wioza kurczaki w kartonowych pudelkach, inni warzywa w workach. Rodziny z malutkimi niemowletami, ktore w czasie wielogodzinnej podrozy ani nie pisna, to temat na osobne przemyslenia w dziale kulturalnym. Fascynuje mnie, tak sprzeczna z europejskim podejsciem, spokojna akceptacja tego co sie wydarza. Tutejsi rzadko sie skarza gdy jest za zimno, gdy w upale autobus ma wlaczone grzanie lub telewizor chrypi glosno i niezrozumiale oglupiajac skaczacym obrazem. Nie wiem czy to wyuczona bezradnosc, pogodzenie z tym, co przynosi zycie czy nadzwyczajna umiejetnosc przystosowania sie. Nie potrafie sie temu poddac. Gdy czegos potrzebuje, z calych sil probuje to osiagnac. To jedyne chwile gdy trace spokoj i nerwy. Michal, ktorego poziom tolerancji jest wyzszy, mimo wszystko z ulga przyjmuje rezultaty moich wysilkow.
Jezdzac z miasta do miasta, z kraju do kraju uczymy sie na nowo sie dziwic. Jak male dzieci, ktore niedawno pojawily sie na swiecie, szeroko otwieramy ze zdumienia oczy. Nie oceniamy, probujemy zrozumiec. Ostatnio zaslyszane francuskie przyslowie - "Wszystko zrozumiec to wszystko wybaczyc" - swietnie oddaje nasz stan ducha. Tyle jest roznic i tyle podobienstw. Trudno wybrac o czym pisac. Podobienstw wiecej, roznice ciekawsze.
Kazdy dzien jest inny i kazdy trwa dlugo, wystarczajaco zeby sie nim nacieszyc, wystarczajaco zeby sie nim zmeczyc. Codziennie wieczorem czeka na nas spokojny sen. Znajomy kalendarz przestal funkcjonowac; czas uparcie nie chce sie dzielic na dni tygodnia i miesiaca. Ustalenie jaki jest dzis dzien wymaga ogromnej koncentracji i wysilku porownywalnego do mnozenia przez siebie liczb trzycyfrowych. Wyostrzone zmysly zauwazaja za to wschody i zachody slonca, odcienie zieleni, kolory domow i materialow na straganach. Szczegolnie odswiezajaco dzialaja okresy spedzone w miejscach pozbawionych Internetu i zasiegu sieci komorkowych. Pierwszy raz, na Roroimie, pozwolil nam sie odlaczyc od codziennosci. Teraz powoli, stopniowo uczymy sie siebie. Odrozniamy sie od znajomego rodzimego tla codziennych wymagan i obowiazkow. Przygladamy sie uwaznie sobie samym. To rownolegla podroz, ktora odbywamy. Jeszcze nie wiemy gdzie nas zaprowadzi.

Powrót
  Opinie o hotelach
nasz sprzęt

bilety

bilety