NASZE PODRÓŻE  
Trasy naszych wypraw  
Ludzie z naszych wypraw  
Ulubione zdjęcia  
Pomysły na biznes  
Wrażenia ekologa  
Ciekawostki kulturowe  
O nas / kontakt  
Inspiracje  
Przygotowania / Rady  
My w mediach  
Do nich wrócimy!  
ENGLISH VERSION  
 

2007-01-09  Peru, Cusco, Machu Picchu, 4-8/01. Oczy szeroko otwarte.

Machu Picchu bylo dla nas laskawe i pozwolilo na siebie popatrzec w swietle slonca. Machu Picchu was merciful for us and let us see itself bathed in sun. Centralny plac w Cusco skapany w sloncu i naszych znajomych golebiach. The central square in Cusco bathed in sun and our good acquaintances pidgeons. Budowa tego kosciola zostala zakazana przez papieza, gdyz byl ladniejszy od sasiadujacej katedry. Jednak zanim wiadomosc dotarla do Cusco kosciol juz stal. Pewne rzeczy sie po prostu nie zmieniaja. Zaulek w Cusco. A hiding place in Cusco. Tym zygzakiem splywala krew skladanych w ofierze zwierzat. Czy nam sie tylko zdawalo, ze widzimy rdzawe slady? Through this zigzac flew blood of sacrificed animals. Was it only an illusion that we saw red stains? Machu Picchu za chwile odsloni nam swoje tajemnice. Machu Picchu is just about the reveal its secrets to us. Tajemnice Machu Picchu II. Tarasy The mysteries of Machu Picchu II. Terraces Tajemnice Machu Picchu I. The mysteries of Machu Picchu I. Genialnie dopasowane kamienie byly recznie polerowane...przez niewolnikow. The genially fit stones were manually polished...by slaves. Wyzej nas nie bylo. Tu mieszkaja tylko alpaki (pozuje), lamy i ludzie, ktorzy z nich zyja. The highest spot we got to. There are only alpacas (posing on the photo) and lamas living here. And people living of them. Machu Picchu powoli odslania przed nami swoje tajemnice. Machu Picchu takes it easy revealing its secrets to us. Na Machu Picchu widzielismy stonoge o tysiacu nog. We have seen a thousand-feet on a Machu Picchu.


Cusco powitalo nas piekna pogoda i nieco nachalnymi sprzedawcami pamiatek, jedzenia, miejsc w hotelach oraz masazu, zapewne dalece przydatnego po wedrowce Inka Trail. Ci, ktorzy twierdza, ze sprzedawcy sa tu niezwykle upierdliwi z pewnoscia wizyte w Azji maja jeszcze przed soba. Niewatpliwie jednak kazdy turysta przyjezdzajacy do dawnej stolicy Inkow zalicza przyspieszony kurs medytacji powtarzajac niczym mantre "No, gracias".
Mielismy nocowac u goscia z hospitality club, ale po krotkim tylko namysle zamienilismy zakurzony pokoj w srodku remontu, gdzie w namiotach obozowalo juz 4 Brazylijczykow wybierajacych sie w nocy na impreze, na przytulny pokoj w hotelu z lazienka i kablowka za 30 PLN/dzien. Jak szalec to szalec. Na BBC mielismy watpliwa przyjemnosc uslyszec co tam sie w naszym pieknym kraju ostatnio dzieje w kregach koscielnych. Za to na kanale fox nadawali kolejny odcinek prison break, serialu ktory dzieki uprzejmosci Internetu sledzilismy z zapartym tchem przed naszym wyjazdem. W dodatku dane nam bylo obejrzec go kulturalnie, po angielsku z hiszpanskimi napisami.
Szwedanie sie po Cusco dostarczylo nam sporo wrazen estetycznych. Urocze zaulki, waskie uliczki zatloczone kolonialnymi domkami i liczne wypasione galerie sztuki oferujace naprawde piekne wyroby, precyzyjnie rzezbione w srebrze i polszlachetnych kamieniach. Wyeksponowane w podswietlonych gablotkach wygladaja jak nowoczesna ekspozycja muzealna, w dodatku ogladana za darmo. Wrazenie podkresla brak etykietek z cenami. Nie probowalismy dociekac jaka jest wartosc rynkowa eksponatow. Nie chcielismy sobie psuc dobrego samopoczucia, szczegolnie ze jako biali turysci traktowani bylismy z najwyzszym szacunkiem, nawet w uswinionych spodniach i przepoconych koszulkach.
Otaczajace Cusco inkaskie ruiny nosza mocno intrygujaca nazwe Sacsayhuaman /czyt: saxay waman lub potocznie sexy woman/. Niezly chwyt marketingowy ze strony nie znajacych w koncu angielskiego Inkow. Taksowkarz w cenie wycieczki z przewodnikiem obwozi nas po fortach obronnych, rytualnych lazniach oraz swiatyni, gdzie rzezbionymi oltarzami splywala krew skladanych w ofierze lam. Po seksownej kobiecie ani sladu, ale Michal, fan ruin, i tak skacze z radosci. Ja, entuzjastka wszystkiego co zywe lub zamieszkale, nie mialabym nic przeciwko obejrzeniu indianskiego symbolu seksu.
Pobiezna obserwacja inkaskich ruin pozwala watpic w postep cywilizacyjny zwiazany z nastaniem ery kolonialnej (tzn. pojawieniem sie Hiszpanow). Kamienne inkaskie mury, o elementach dopasowanych bez jednej szczeliny i scianach sprytnie nachylonych, zeby przetrwaly trzesienia ziemi, gdzieniegdzie ustepuja miejsca wytworom europejskiej mysli technologicznej - pudelkowatym domostwom ze scianami z nieobrobionych kamieni uszczelnionych glina. Ewidentnie Hiszpanie mieli inne priorytety przy wykorzystywaniu niewolnikow. Zloto. Efekty tego widac tez w muzeach, do odwiedzin w ktorych uprawnia nas bilet turystyczny (wymog przy zwiedzaniu ruin). Darmo w nich szukac zlotych inkaskich ozdob. Ogladajac marna pojedyncza gablotke w najwiekszym w Cusco Muzeum Inkow uznajemy zgodnie, ze "jak zachwyca skoro nie zachwyca" i wracamy do eksplorowania galerii.
Wieczorem postanawiamy uczcic 55 przypadkowe spotkanie z Kanadyjczykiem, znajomym z Titicaca i idziemy razem cos zjesc. Ernie skarzy sie nam, ze wszedzie na ulicy oferuja mu masaz i seksowna kobiete.
Po pysznej kolacji odnawiamy zapas kalorii utraconych podczas klapania paszcza w klimatycznej pijalni czekolady. Peru, producent miedzy innymi ziaren drzewa kakaowego, szczyci sie swoja czekolada. I slusznie. Nawet mleczna ma bardzo intensywny kakaowy posmak i gesta, gladka konsystencje. Szczesliwi i rozleniwieni planujemy dalsze poczynania.
Sympatyczny mieszkaniec Hong-Kongu z entuzjazmem opowiedzial nam o swojej czterodniowej wedrowce Inka Trail. Jego buty nie byly suche nawet przez chwile, a oszalamiajace widoki byly dostepne...tak na kilka metrow do przodu. Reszte zaslanialy fantazyjne chmury. I to wszystko za jedyne 200 dolarow za osobe. Okazja, bo standardowo ta przyjemnosc kosztuje 300 dolarow. Mimo wszystko, stwierdzil, bylo naprawde warto. Jego relacje potwierdzilo kilka innych osob, ktore slonce w czasie swojej wycieczki widzialy dwa razy - przed wyruszeniem i po powrocie, ale i tak byly zachwycone. Kilka osob, ktore nie daly sobie czasu na oswojenie sie z wysokoscia, czesc trasy pokonaly na plecach tragarzy. Na szczescie my po 3 dniach cierpien zostawilismy ten problem za soba. Po dlugich debatach podjelismy decyzje. Wyruszamy na Machu Picchu. Pociagiem. Czas wykorzystac nasz miesieczny przydzial zdrowego rozsadku.
Koleje peruwianskie intensywnie zachecaja turystow do podejmowania jedynie slusznych decyzji. Jedyny pociag, ktorym do Machu Picchu mozna dojechac z Cusco kosztuje od 100 do 200 USD w dwie strony w zaleznosci od klasy przedzialu. Trzeba przyznac, ze tu sie postarali - lampki przy stolikach, rzezbiony bar, pluszowe siedzenia, niczym w Orient Express. Zreszta nomen omen pociag tak sie wlasnie nazywa. My zdecydowalismy sie na tansza opcje. Za 44 USD poznym wieczorem wyjedziemy z odleglego od Cusco o ok. 80km Ollantaytambo, zeby wrocic tam dwa dni pozniej pociagiem o 5.45 rano. Pociag ten oferuje tez miejsca dla rodowitych Peruwianczykow, w osobnych wagonach za 20 PLN w dwie strony. Niestety nie opalilismy sie jeszcze wystarczajaco.
Podrozujac do Ollantaytambo mamy okazje zwiedzic Swieta Doline. Inkowie, ktorych podstawowym zajeciem bylo rolnictwo, czcili ja ze wzgledu na zyznosc. Obecnie uprawia sie tu 165 gatunkow kukurydzy. Sporo by z tego bylo pop cornu.
Nocujac w hotelu u stop Machu Picchu planujemy wczesna pobudke i 1.5 godzinna wspinaczke na szczyt.
Niestety Michal z ogromnym poswieceniem biorac poranny prysznic naciagnal sobie miesien w okolicy szyi i teraz cierpi. Nie wyroznia sie przy tym jakos znaczaco sposrod weteranow Inka Trail. Remedium - ogromny plaster z arnika efektownie wystaje mu poza koszulke, nadaje adekwatny wyglad cierpietnika i usprawiedliwia wykorzystywanie mnie w charakterze tragarza naszego, na szczescie skromnego, dobytku.
Droge na Machu Picchu pokonujemy w efekcie autobusem. 30 niewielkich mercedesow wwozi turystow na gore juz od 5.30 rano. Siedzimy w pierwszym autobusie, a potem razem z nielicznymi turystami zaczynamy wspinaczke do domku straznika, skad przy dobrej pogodzie roztacza sie piekny widok na ruiny. Inkowie nie wynalezli kola, za to doskonale radzili sobie ze schodami, co potwierdza wszyscy eksplorujacy Inka Trail. W gestej chmurze wedrujemy krok za krokiem. Gdy wybrukowany szlak zaczyna zanikac nabieramy watpliwosci. Slusznie. Wiedzeni owczym instynktem wyrobionym podczas poprzednich wedrowek o maly wlos nie wdrapalismy sie na gore Machu Picchu, u podnoza ktorej znajduja sie ruiny. Cofnelismy sie w sama pore, by zobaczyc jak unoszaca sie chmura odslania ruiny. Dlugo siedzielismy zafascynowani zanim zaglebilismy sie w zagubione miasto podsluchujac wyjasnien przewodnikow i odczytujac z przewodnika znaczenie poszczegolnych budowli. Mimo wszystko Machu Picchu pozostaje owiane tajemnica. Inkowie stworzyli wprawdzie zaawansowana cywilizacje, ale obyli sie bez slowa pisanego. Wiekszosc tego co o nich wiemy pochodzi od hiszpanskich kronikarzy. Wiadomo natomiast co ostatecznie wykonczylo te dumna cywilizacje. Bynajmniej nie byli to barbarzynscy Hiszpanie pod wodza Francisco Pisarro, ani niewolnicza praca na ich rzecz, ale europejskie bakterie, ktore najezdzcy ze soba przywlekli. 
Po 6 godzinach schodzimy z postanowieniem, ze my tu jeszcze wrocimy. Teraz czas na zmierzenie sie z dzungla.

Powrót
  Opinie o hotelach
nasz sprzęt

bilety

bilety