NASZE PODRÓŻE  
Trasy naszych wypraw  
Ludzie z naszych wypraw  
Ulubione zdjęcia  
Pomysły na biznes  
Wrażenia ekologa  
Ciekawostki kulturowe  
O nas / kontakt  
Inspiracje  
Przygotowania / Rady  
My w mediach  
Do nich wrócimy!  
ENGLISH VERSION  
 

2006-12-28  Peru, Lima, 23-28/12. Boze Narodzenie w przydomowym ogrodku.

Choinka, przy ktorej swietowalismy Wigilie. Kilka z tych prezentow bylo rowniez dla nas. Peru slynie z doskonalej czekolady, co mielismy okazje sprawdzic na wlasnych kubkach smakowych. Faktycznie nawet mleczna czekolada ma gleboki smak kakao. Pysznie. My z rodzina Daniela Widok z naszego pokoju w Limie. Pralka pod chmurka. Slumsy w Limie rowniez sa ulokowane na wzgorzach. Do tych dzielnic sie nie wybieramy. Podobno sa jeszcze biedniejsze, niz w Wenezueli, a ludzie mieszkaja tam w kartonowych domach. Ulica w centrum Limy. Zmiana warty przed palacem rzadowym (Palaco Gobierno) w centrum Limy. Plaza Mayor, jeden z glownych placow w centrum Limy Z przyjaciolmi naszych przyjaciol na pysznym obiedzie. Na skrzyzowaniach w Limie ludzie sprzedaja slodycze, gadzety do samochodow i sztuczki - akrobaci, zonglerzy i inni artysci uprzyjemniaja oczekiwanie na zmiane swiatel.


W Limie przywital nad Daniel, nasz przyjaciel z czasow studiow w Szwecji. Mieszka w biznesowym centrum Limy (San Isidro) z Iza, swoja dziewczyna ze Slowenii. Razem z nimi i rodzina Daniela spedzilismy Swieta.
Ulokowalismy sie w pokoju na dachu i ze zdziwieniem ustalilismy, ze pralke wraz z cala czescia elektryczna maja ustalona w otwartym patio. Okazuje sie, ze w Limie nigdy nie pada. W zimowych miesiacach wszystko spowija mgla z garua, rodzajem mzawki, ale to wszystko. Za to nawet przy rzeczonej mzawce i temperaturze okolo 15 stopni nie funkcjonuje ogrzewanie. A okna tutaj nie naleza do szczegolnie szczelnych. Iza na samo wspomnienie szczeka zebami. Costa Verde (zielone wybrzeze), ktore swa nazwe zawdziecza hiszpanskim odkrywcom, obecnie w wiekszosci jest costa gris, czyli szare od pylu. Inkowie rozwineli zaawansowany system irygacji, dzieki ktoremu rozwijali uprawy i tereny zielone. Skoncentrowani na poszukiwaniu zlota Hiszpanie nie przejeli sie tym zbytnio i duza czesc wybrzeza spustynniala.
W Wigilie uczestniczylismy w ostatnich przygotowaniach – zakupach i pakowaniu prezentow. Wszystkie sklepy byly czynne do 19 (zamiast zwyczajowej 21) i przez caly dzien ulice byly pelne ludzi. Okolo 21 wybralismy sie z krotka, bo zaledwie dwugodzinna wizyta do jednej czesci rodziny Daniela, zeby po 23 dotrzec w koncu do domu jego rodzicow. Kolacja odbywala sie w oswietlonym ogrodzie. Po malej przekasce z orzeszkow otrzymalismy po kieliszku szampana i po odliczaniu, dokladnie o polnocy zaczelismy sobie skladac zyczenia Feliz Navidad (Wesolych Swiat Bozego Narodzenia). Brakowalo oplatka i bardziej osobistych slow – rowniez miedzy czlonkami rodziny. Nie jest znana Pasterka. Byla natomiast choinka (sztuczna) oraz bardzo popularna tu szopka z ceramicznych figurek ustawionych w ceramicznej stajence. Feliz Navidad, pocalunek w policzek, toast szampanem i zasiedlismy do kolacji wigilijnej, ktorej glownym elementem byl…indyk. Do tego kilka salatek, zapiekane rozne rodzaje ziemniakow i trzy rodzaje ciast. W porownaniu do polskiego, stol wygladal cokolwiek ubogo, ale tez nie sprostalibysmy tradycyjnej polskiej porcji w tym klimacie. Potem zaczelo sie rozdawanie prezentow. Na kazdym bylo napisane od kogo oraz dla kogo. Zadnej tam sciemy ze Swietym Mikolajem. W koncu przy filizance goracej czekolady zasiedlismy znow przy stole, zeby porozmawiac. Do domu dotarlismy okolo 4 rano i podobnie jak wiekszosc Peruwianczykow przez wieksza czesc kolejnego dnia odsypialismy. Nie bylo zbyt wielu innych rzeczy, ktore moglismy robic. Wszystko w ten dzien bylo zamkniete. Ale juz 26 grudnia wszyscy poszli do pracy i cale Peru pracowalo jak zwykle. Moze tylko na wiekszym kacu.
Udalo nam sie tez spotkac z inna kolezanka, z ktora studiowalismy w Szwecji. Daniella jest z Meksyku i przyjechala odwiedzic na swieta swoja siostre, ktora ze swoim mezem Irlandczykiem mieszka w Limie. Wymieniajac informacje o wspolnych znajomych ustalilismy, ze kolega z Holandii zwiazal sie z Kolumbijka, inna kolezanka z Meksyku z Hiszpanem, kolezanka z Litwy ze Szwedem, kolega z Niemiec przyjechal tu w odwiedziny i zostal po tym jak poznal Peruwianke. Patrzylismy na Daniela z Peru i Ize ze Slowenii i, oboje z Polski, poczulismy sie cokolwiek jak kosmici.
Daniel opowiedzial nam historie pochodzacej z Peru miss swiata (sprzed 2-3 lat). Pieknosc pozwala do sadu...klinike plastyczna, ktora powszechnie i z detalami opisuje poprawki w jej urodzie, ktore przeprowadzila jeszcze przed wyborami miss. Zgodnie uznajemy, ze naturalne jest piekniejsze. Raczej by sie z tym nie zgodzily mieszkanki Wenezueli. Z tego co wiemy niemal kazda Wenezuelka, ktora na to stac, poprawia sobie tu i owdzie. Silikonowe piersi sa zdecydowanym standardem. Bolesnie przekonuje sie o tym probujac znalezc stroj kapielowy pasujacy na moj banalnie naturalny biust. 
Kolejnego dnia wyposazeni w zestaw przestrog od Daniela zaczelismy zwiedzanie Limy. Pierwszy szok przezylismy po przekroczeniu progu domu. To jest wojna, uprzedza nas Daniel. Kazdy kierowca jest wrogiem! Ma racje. Jesli sie nie wymusisz zmiany pasa, nie ludz sie, ze ktos cie wpusci. Rownie dobre jak uzycie migacza jest machniecie reka przez okno. Ulubionym manewrem jest skrecanie w lewo z prawego skrajnego pasa i skrecanie w prawo z lewego skrajnego pasa. Potwierdzaja to sami mieszkancy Limy. Kazdy samochod moze w kazdej chwili zrobic dowolny manewr. Zostanie oczywiscie obtrabiony i zwyzywany przez innych uczestnikow ruchu, ale nic poza tym. To cud jak malo obtluczone sa tutejsze samochody. Najmniej praw na drodze maja piesi i to bez wzgledu na jakim swietle przechodza przez ulice. Iza zapytala kiedys szofera rodzicow Daniela o przepisy chroniace pieszych na ulicy. Zafrasowany podrapal sie w glowe – w zasadzie mozna miec problem dopiero jak sie kogos solidnie poturbuje. Na szczescie turysci sa bardziej chronieni – Peruwianczycy wiedza, ze mogliby miec problemy z policja i ambasada gdyby zrobili komus powazniejsza krzywde. Najbezpieczniejszy sposob, zeby poruszac sie po Limie to prawdopodobnie taksowki. Znacznie bardziej ekscytujacy jest natomiast transport publiczny. Szereg drobnych firm posiada male autobusiki – combi, ktore kursuja glownymi ulicami i podwoza przechodniow za symbolicznego sola (ok. 1 PLN). Duza konkurencja miedzy firmami (jednoczesnie w zasiegu wzroku jest zwykle kilkanascie autobusikow jadacych ta sama trasa) sprawia, ze kierowcy scigaja sie miedzy soba kto pierwszy zgarnie pasazerow. Niewiarygodne jest ile pasow sa w stanie wydzielic na 3-pasmowej ulicy. My widzielismy 6. Kierowcy z drogi 300 zakretow w Choroni (Wenezuela) to pikus przy niektorych z tutejszych zawodnikow.
Ogladamy peruwianska sztuke. Nasze pierwsze museum – Museo National obfituje w piekna ceramike. Na Inka Market jest wszystko w tym oryginalne peruwianskie rekodzielo made in China (oczywiscie bez informacji na produkcie). Piekna srebrna bizuteria, wyroby z welny alpaki i znow ceramika, w tym naczynia pokazujace akrobacje w takich konfiguracjach, ze Kama Sutra moze sie schowac.
Pozytywnym zakoczeniem jest kuchnia. Podobno uchodzi za jedna z najlepszych na swiecie i faktycznie tutejsze dania urzekaja smakiem. Prad Humboldta chlodzacy tutejsze wody jest bardzo bogaty w plankton, wiec ryby i owoce morza naleza tu do najlepszych na swiecie. Jednym z najbardziej typowych dan jest cebiche - surowa ryba marynowana cytryna i pieprzem, z dodatkiem cebulki i rocoto. Palce lizac, ale tylko za dnia - zwyczaj, pochodzacy sprzed ery lodowek, kiedy dobrze bylo widziec co sie je. Rocoto to rodzaj tutejszej papryczki, ktora do zludzenia przypomina pomidora. Kumpel z Niemiec, ktory odwiedzil Daniela jakis czas temu wsunal owoc na raz i sie zacial. Zapytany co sie dzieje, ze lzami w oczach przyznal, ze ten pomidor jest troche pikantny. Daniel musial szybko wyjsc. Nie mogl patrzec jak dorosly mezczyzna placze.
Mieso sprowadzane z Argentyny i Paragwaju jest wysmienite. Do tego ziemniaki i juka (warzywo podobne w smaku do ziemniakow) przygotowane na 1000 i jeden sposobow. Do picia zamrozona lemoniada z trawy cytrynowej z limonka i cukrem albo chicha – napoj z czerwonej kukurydzy. No i oczywicie wszedzie obecna Inka Cola, ktora do zludzenia przypomina oranzade, ktora mozna bylo kupic w Polsce przed 1989.
Planujemy dalsza czesc podrozy. Szukamy dobrego sposobu, zeby dotrzec na Galapagos. Kombinujemy jak najlepiej zobaczyc dzungle. No i oczywiscie planujemy wycieczke do kanionu Colca i na Machu Picchu. Tyle do zobaczenia a tak malo czasu! Komu w droge…



Powrót
  Opinie o hotelach
nasz sprzęt

bilety

bilety