NASZE PODRÓŻE  
Trasy naszych wypraw  
Ludzie z naszych wypraw  
Ulubione zdjęcia  
Pomysły na biznes  
Wrażenia ekologa  
Ciekawostki kulturowe  
O nas / kontakt  
Inspiracje  
Przygotowania / Rady  
My w mediach  
Do nich wrócimy!  
ENGLISH VERSION  
 

2006-12-23  Kuba, Havana, 18-22/12. Wehikul czasu.

Ten egzemplarz moglby stanac do konkursu na najstarszy zyjacy samochod swiata Ten budynek jest kopia amerykanskiego kapitolu, zreszta nosi to samo imie. Zostal oczywiscie zbudowany w czasach pseudorepubliki. Dobrze, ze Castro nie podzielal zamilowania Mao do nowosci i nie zorganizowal kubanskiej wersji rewolucji kulturalnej! Cos rzucili. Slowami Maryli Rodowicz - Jinteros probuja wlasnie kogos na cos naciagnac. Z nami im sie nie udalo. Aaa, maluchy dwa! Pasaz Prado, wart kazdego europejskiego miasta. Jedna z glownych ulic handlowych starej Hawany. Zrujnowane domy w centrum starego miasta Hawany. Ulica jak z lat 60tych Niemal na kazdej ulicy jest tablica z ogloszeniami wypelniona zapewnieniami o solidarnosci z Fidelem. Kubanska muzyke mozna uslyszec na kazdej ulicy. Slynny camello, czyli wielblad, lokalnej roboty autobus. W licznych malych knajpkach kubanczycy pija kawe. Policja jest wszedobylska. Tu obserwuje przedstawienie uliczne. Praca wre! Hawana jest pelna artystow i sztuki. Male galerie widoczne sa co krok, a wiele murow ozdabia piekne graffiti. Domino i szachy to popularne rozrywki wsrod Kubanczykow


Na wstepie wielkie dzieki dla Tomka z TNOiKu za mnostwo wskazowek, dzieki ktorym od pierwszej chwili czujemy sie tu komfortowo.
Nasz pobyt na Kubie mial byc intensywny i byl. Przez duza czesc czasu intensywnie spalismy. Zdaje sie, ze wspinaczka na Roroime dala o sobie znac z pewnym opoznieniem. W chwilach wolnych od spania walesalismy sie ulicami Hawany. Glownie starego miasta.
Pierwsze wrazenie - cofnelismy sie w czasie. Po ulicach jezdza stare samochody, riksze i konne powozy, otaczaja nas kolonialne kamienice, ludzie stoja przed swoimi domami przygladajac sie przechodniom albo niespiesznie wedruja w swoja strone. W licznych barach orkiestry graja kubanska muzyke pelna afrykanskich rytmow.
Drugie wrazenie - wspomnienie z dziecinstwa. Ludzie tloczacy sie przed obskurnymi sklepami w ktorych nie ma towaru; moze cos rzucili i teraz wyjmuja spod lady? Nie udalo nam sie tego dowiedziec. Turysci robia zakupy w innych sklepach, lepiej wyposazonych. Kubanczycy tez maja do nich wstep o ile sa w stanie zaplacic dyktowane tam ceny, rowne tym w Polsce. A przecietny Kubanczyk zarabia miesiecznie okolo 25 PLN. Mimo, ze kubanscy lekarze znani sa na calym swiecie apteki swieca pustkami. Nie mozna nawet dostac lekarstwa na niestrawnosc, o ktora przyprawila na paella (ryz wymieszany z kawalkami smazonego miesa i owocami morza) w poleconej nam przez taksowkarza restauracji. Obowiazuje znana rowniez z Polski zasada - raczej nie nalezy jesc dan, do ktorych mozna wrzucic przeglad tygodnia. Autobusy zapchane pod dachy, niczym niegdysiejsze polskie pociagi. Brak reklam (odswiezajace), a o zblizajacych sie swietach swiadcza niemal wylacznie choinki widoczne w domach. I Rewolucja. Okazuje sie, ze trwa. Dzieki temu na sklepie spozywczym jest napisane: "W sluzbie rewolucji jestesmy otwarci od 10 do 20." Zakonczy sie z chwila ostatecznego upadku Stanow Zjednoczonych.
W obowiazujacym ujeciu historia Kuby podzielona jest na 3 okresy: kolonialny, pseudorepublike i republike (odkad pojawil sie Fidel). Na murach i bilboardach hasla "Hasta la victoria. Siempre." (Az do zwyciestwa. Zawsze.), cytat z Che, ktorego podobizne widac tu wszedzie.
Rozpadajace sie kamienice i palacyki widoczne wszedzie w starej czesci miasta przygnebiaja. Pelne poobtlukiwanych rzezb zdobiacych balustrady i resztek pieknej ceramiki na scianach i podlodze, ktore w innym miejscu traktowane bylyby jak skarby narodowe i odrestaurowywane. Tutaj nikogo na to nie stac. Niektore z tych miejsc musialy byc niezwykle piekne w dniach swojej swietnosci. Nowe budynki sa we wschodniej czesci miasta, Vedado. Tam niestety nie dotarlismy.
Niezapomniane wrazenie robi palacyk, w ktorego malej czesci miesci sie restauracja La Guarida (na kolacje dla 2 osob wydalismy tam 10-miesieczna pensje kubanskiego urzednika!). Marmurowe, spiralne schody, duze sale z pieknie rzezbionymi kolumnami, sliczne rzezby wienczace klatki schodowe... I to wszystko sprawiedliwie podzielone pomiedzy 15 kubanskich rodzin, w imponujacym tempie zamienia sie w ruine. Miejsce zostalo nam polecone przez naszych przyjaciol i zdecydowanie zasluguje na uznanie. W przeciwienstwie do wszystkich innych knajp, ktore odwiedzalismy w porze obiadowej, tu nikt nie zaganial nas do stolika. Wrecz przeciwnie, jak juz znalezlismy niepozorna tabliczke, uprzejmy Kubanczyk zapytal nas czego szukamy oraz czy mamy rezerwacje. Doskonale przyprawiony mus z baklazana, koreczki rybne marynowane w sosie sezamowym z sosem guakamole, ryba smazona w ziolach i bialym winie, poledwiczki wieprzowe oblozone mango i pyszne lody czekoladowe na deser odslonily na chwile inne oblicze Hawany, niedostepne przecietnym Kubanczykom, choc wsrod gosci restauracji zdecydowanie byli nie tylko turysci.
Troche wiecej o samochodach. Jesli wehikul ma 4 kola i silnik, kubanczycy na pewno go uruchomia. Michal przeprowadzil pewne kalkulacje statystyczne i ustalil, ze generalnie po drogach poruszaja sie nastepujace rodzaje wehikulow:
- Amerykanskie krazowniki, ok. 30 procent populacji samochodowej. Czasem pojawia sie jakies cacko jeszcze z przed IIWS. Niektore z nich sa tuningowane i wyposazone w sprzet Pioneera. Ponoc najtrudniej jest o Chevrolety rocznik 55-57 - uchodza one za najsolidniejsze.
- Moskwicze, Lady, Zyguli, Wolgi czyli przeglad rosyjskiej motoryzacji lat 80-tych. Ok. 35 procent. Na lotnisko jechalismy dokladnie taka Ladzia jaka niegdys po Wawie rozbijal sie Bartek Rejmak.
- Maluchy. Tak, tak. Polski hit swiatowych rynkow motoryzacyjnych jest tutaj bardzo ceniony z uwagi na niskie zuzycie paliwa oraz to, ze czesci do niego mozna dorobic na byle frezarce :) Ok. 5 procent.
- W miare nowe auta zachodnie: peugeoty, skody... Znaczna czesc z nich z czerwonymi tablicami rejestracyjnymi, oznaczajacymi samochody turystow.
Jak podkreslaja wszystkie przewodniki skarbem Kuby i jej najwieksza atrakcja turystyczna sa ludzie. Usmiechnieci i przyjazni, chetnie zagaduja, duzo graja i tancza. Pokaza gdzie mozna dobrze i, co wazne, bezpiecznie zjesc. Jak wiadomo to kosztuje. Na przyklad dwa razy tyle ile jedzenie w zwyklej restauracji. Przy okazji na boku zainkasuja prowizje za przyprowadzenie klienta. Zabiora w miejsce gdzie mozna potanczyc i przepija mnostwo pieniedzy na rachunek nieswiadomego turysty. Pomoga wymienic pieniadze po lepszym kursie naciagajac na naprawde grube pieniadze. Jednym z ciekawszych byl numer "na bebika" - podeszla do nas para z dzieckiem, ktora po krotkiej pogawedce poprosila o pomoc zapewniajac, ze nie chodzi o pieniadze. Potrzebowali mleka dla swojego dziecka, a jako kubanczycy nie mogli go kupic. Dostawali tylko z przydzialu. Poczatkowo sie zgodzilismy, ale kiedy zobaczylismy jak dziewczyna przybija piatki z wychodzacymi ze sklepu, a zaraz potem sprzedawca zaczal ladowac do siatki 4 paczki najdrozszego mleka po ok 25 PLN sztuka, z ogromnym smutkiem wyznalismy, ze jestesmy tylko biednymi Polakami i nie stac na na taki wydatek. Juz widzielismy jak po naszym odejsciu mleko zostaloby zwrocone, a pieniadze rozdzielone miedzy naszych kubanskich przyjaciol. Ostrzezeni na okolicznosc Jinteros, czyli naciagaczy, na szczescie nie dalismy sie zlapac na zaden z tych przyjacielskich gestow. Niestety oznaczalo to jednoczesnie, ze nasze kontakty z Kubanczykami byly mocno ograniczone. Na wstepie oswiadczalismy, ze nie mowimy po angielsku, na co po chwili zdumionego milczenia odpowiadaja - Frances!, czyli Francuzi. Podkreslam, ze nie jest to pytanie :) Dalej informowalismy, ze w Hawanie jestesmy od 3 tygodni - taka odpowiedz na drugie ze standardowych pytan zwykle konczyla dyskusje i juz tylko rzadko musielismy zapewniac, ze nie, nie chcemy cygar (na ulicy zwykle sprzedaja podrobki), nie chcemy sie napic mojito (najpopularniejszy drink w Hawanie, pil go Hemingway gdy tu mieszkal), wiemy gdzie mozemy potanczyc salse i nie chcemy isc do restauracji. Gdy szlismy gdzies razem wygladalo na to, ze interesuja sie nami wylacznie naciagacze. Ciekawym doswiadczeniem byly natomiast indywiduane wycieczki, ktora robilismy gdy druga polowa akurat spala. Mnie podrywal uroczy latynos, ktory bardzo sie zmartwil gdy sie dowiedzial, ze moj maz jest w Hawanie (informacja, ze jestem mezatka nie byla dla niego szczegolnie istotna). Pozniej mialam okazje posluchac kilku gosci grajacych na kongach - proba przed koncertem w walacym sie mieszkaniu jednego z nich. Michal z kolej dowiedzial sie od uczennicy jednej z ostatnich (mamy nadzieje) klas szkoly podstawowej, ze jej stawka to 10 pesos za godzine (ok 9 EUR) - na szczescie kryzys wieku sredniego jeszcze przede mna, wiec nie jestem w stanie powiedziec nic wiecej na ten temat.
Tylko raz kiedy wybralem sie na samotny spacer mialem okazje uslyszec slowa gorzkiej prawdy z ust Kubanczyka. W parku Katalonia przysiadlem na lawce obok 70-latka. Jego corka i wnuczki sa w Miami. Powiedzial, ze dla Kubanczykow Fidel jest bohaterem, wielbia go, bo dzieki niemu czuja sie wazni na swiecie. Ale tak naprawde trudno o ludzi, ktorzy byliby zadowoleni z sytuacji kraju. Placa wysoka cene za to, ze idee Che i Fidela trwaja. Pomimo wszechobecnej propagandy, nie wini Stanow za cale zlo. Nie moze byc tak, ze jedni sa tylko dobrzy, a drudzy tylko zli.
Uwaza, ze Kuba szczegolnie duzo stracila w ostatnich 10 latach. Wczesniej nie mieli poczucia, ze swiat im ucieka. Teraz tak. Podobnie uwaza nasza gospodyni. Po tym jak przez godzine tlumaczylem jej co to jest Internet stwierdzila: "We are backward, backward people...". Sedziwy Kubanczyk nie pozwolil natomiast zrobic sobie zdjecia - "po tym, co Ci powiedzialem, nie jest to dobry pomysl".
Spotkalismy tez pierwszego rodaka na naszej trasie. Niestety Michal mial mniej szczescia niz my. Pierwszego dnia dal sie zlapac na numer z wymiana pieniedzy. Zamiast dostac pesos convertibles, dostal pesos cubanos warte 24 razy mniej. Tutaj obok siebie funkcjonuja dwie waluty. Bezwartosciowe peso kubanskie, ktorym wynagradzani sa uczestnicy rewolucji. Oraz peso wymienialne, za ktore mozna dostac niemal wszystko.
Wyjezdzajac oboje mamy poczucie, ze zaledwie dotknelismy Kuby i mnostwo rzeczy zostalo do odkrycia, ale jednoczesnie nie bylibysmy w stanie zobaczyc wiecej bez dobrego lokalnego przewodnika. Chyba najlepszym sposobem, zeby zobaczyc prawdziwa Hawane i Kube byloby znalezienie przewodnika, ustalenie z nim stawki za dzien i warunkow wspolpracy.

Powrót
  Opinie o hotelach
nasz sprzęt

bilety

bilety