NASZE PODRÓŻE  
Trasy naszych wypraw  
Ludzie z naszych wypraw  
Ulubione zdjęcia  
Pomysły na biznes  
Wrażenia ekologa  
Ciekawostki kulturowe  
O nas / kontakt  
Inspiracje  
Przygotowania / Rady  
My w mediach  
Do nich wrócimy!  
ENGLISH VERSION  
 

2006-12-09  Wenezuela, 6/12. Kulisy akcji plaza.

Widok z naszego ¨hotelu¨ w caracas. Jedyne miejsce, gdzie odwazylismy sie wyjac aparat Nasze plazowe miasteczko Puerto Colombia jest pelne malych kolorowych domkow Krab przyszedl sprawdzic czy jestesmy jadalni. Dawno nie widzial tak bialego mieska. Lodki zapewniaja stale dostawy swiezych ryb do tutejszych restauracji


Na lotnisku w Caracas okazalo sie, ze informacje w przewodniku na temat cen taksowek sa mocno nieaktualne. 60USD za dojazd na dworzec autobusowy to za duza stawka, nawet za gwarancje 100 procentowego bezpieczenstwa. I druga zla wiadomosc. Nasza rezerwacja lotu na Kube zostala skasowana. Sa miejsca, ale 2x drozsze, niz na naszej rezerwacji i co wiecej drozsze niz lot Polska-Kuba kupowany w kraju. Wedlug przedstawiciela linii lotniczych, z ktorym kontaktowalismy sie z Polski rezerwacja miala byc wazna do 24h przed wylotem, a nie przez 24h jak nas informuje sympatyczna pani z okienka. Nie bylo tez mozliwosci zaplacic za bilety inaczej, niz na miejscu. Trudno. Dzis nie robimy nic. Musimy sie z tym przespac. Zaczelo sie sciemniac, wiec zdecydowalismy sie na backpackers hostel polecony w informacji turystycznej. Dostajemy mapke dojazdu. 2 przesiadki nie brzmia zachecajaco, ale innych opcji brak. Podobno przez ostatni rok wszyscy dotarli cali. Poza tym po wyborach podobno panuje spokoj. W autobusie spotykamy grupe 5 Norwegow. Chlopy jak deby. Jestesmy uratowani.
Nastepnego dnia w pobliskim biurze podrozy kupujemy bilety na Kube. Jest prawie 20proc taniej, niz w liniach lotniczych. Dodatkowo okazalo sie, ze kurs wymiany waluty oferowany na ulicy czy np. w naszym hostelu jest prawie o polowe bardziej korzystny niz oficjalny. Biuro podrozy podobnie jak wszystkie okoliczne sklepy jest okratowane, a do srodka mozna wejsc po uruchomieniu drzwi przez sprzedawce. Zapewniaja nas jednak, ze za dnia jest bezpiecznie.
Po sniadaniu zlozonym z jajecznicy, zapiekanego sera, przysmazanej fasoli i rodzaju racucha zapiekanego z serem (zestaw sniadaniowy) ruszamy na dworzec. Ze wszystkich katow patrzy na nas Chavez namawiajac, zebysmy na niego glosowali. Opozycji nie widac.
Juz o 10 siedzimy w autobusie. Niech zyje jet lag. Jedziemy do Choroni, pobyczyc sie na plazy. Podroz autobusem jest ekscytujaca. Kreta jednopasmowka prowadzaca przez gory i dzungle jedziemy zawrotnym tempem. Z drzew przygladja nam sie malpy. Siedlismy tak, zeby miec dobry widok, ale zastanawiam sie czy zamiast zerkac co chwile w otwierajaca sie przepasc nie wolalabym widziec obok przesuwajacego sie zbocza. Michal odpadl. Lezy blady na siedzeniu obok i marzy zeby ten przejazd sie juz skonczyl. W podrozy akompaniuje nam salsa z ryczacych glosnikow. Zakladam stopery i od razu jest lepiej.
Po 2.5h jestesmy na miejscu. Miasteczko jest niewielkie, ale sliczne. Kolorowe parterowe domki, wokol bujna tropikalna roslinnosc. Znajdujemy nocleg w hoteliku tuz nad morzem. Na tarasie sa rozwieszone hamaki. Marzy mi sie goracy prysznic, ale ciepla wody to wynalazek dostepny tu tylko nielicznym smiertelnikom.
Budzimy sie przed 7. Znowu jet lag. Ale za to ogladamy plaze tuz po wschodzie slonca. Kraby przygladaja sie ze swoich domkow wykopanych w piasku jak jemy sniadanie. Czy to sie dzieje naprawde?


Powrót
  Opinie o hotelach
nasz sprzęt

bilety

bilety