NASZE PODRÓŻE  
Trasy naszych wypraw  
Ludzie z naszych wypraw  
Ulubione zdjęcia  
Pomysły na biznes  
Wrażenia ekologa  
Ciekawostki kulturowe  
O nas / kontakt  
Inspiracje  
Przygotowania / Rady  
My w mediach  
Do nich wrócimy!  
ENGLISH VERSION  
 

2007-07-16  Tajlandia, Chiang Mai i Koh Tao, 22/06-4/07. Niech zyja wakacje.

Michal dochodzi do siebie po nurkowaniu :) Michal relaxing after diving :) Orkietstra od Gwiezdnych Wojen z Chiang Mai. This orchestra played the theme from Star Wars :) Swiatynie w Chiang Mai. Temples of Chiang Mai. Swiatynie w Chiang Mai cd. Temples of Chiang Mai. Swiatynie Chiang Mai, cd. Temples of Chiang Mai. Tak sie jezdzi po Chiang Mai. This is the way to get around Chiang Mai. Aga tez smigala na dwoch kolkach. Aga also mastered two-wheel driving. Wybrzeze Ko Tao. Beaches of Ko Tao. Wesola druzyna polsko-brytyjsko-australijska przed nurkowaniem. Polish-British-Australian team before diving. I ta sama druzynka po nurkowaniu. The same group after diving. Nasz raj na tydzine. Our one week paradise. I jeszcze raz nasz rajski raj w czasie przyplywu. Przy odplywie ta lodka stala na piasku. Our resort during high tide. During the low tide, this boat was on the sand.


W Chiang Mai dzien zaczynamy od sniadania w wygodnej knajpie z widokiem na glowna ulice. Dzis zgromadzil sie tu spory tlum. Elegancko ubrani studenci z instrumentami szykuja sie do przemarszu. Punkt dziewiata podnosza blyszczace w sloncu trabki do ust i zaczynaja grac. Temat z Gwiezdnych Wojen. Zaszczepieni przeciwko szarej rzeczywistosci zabieramy sie za zwiedzanie Chiang Mai.
Tajskie wydanie Luang Prabang padlo niestety ofiara dlugookresowego naplywu turystow. Blyszczace dachy swiatyn wychylaja sie z powodzi stosunkowo niedawno pobudowanych cementowych koszmarkow. Niemal wszystkie pachnace staroscia drewniane domostwa przejete zostaly przez galerie, sklepy i restauracje. Znuzeni spacerem w gestniejacym upale przyjmujemy strategie lowcow skarbow. Po godzinnej sesji treningowej Michal jest gotowy przyjac mnie w charakterze pasazerki niewielkiego skutera. Z wiatrem we wlosach, a przynajmniej tych, ktore nie zmiescily sie pod kaskiem, przemierzamy nadrzeczne uliczki, mosty i waskie alejki. Z perspektywy motorowego siodelka zaczynamy doceniac slynny urok Chiang Mai. Nie mamy jednak dosc samozaparcia, zeby wybrac sie na jeden z trekow, z ktorych jest znane to miejsce. W zamian za to odwiedzamy ukryta w lesie pobliska swiatynie, gdzie raz w tygodniu mnisi organizuja otwarte spotkania. Swiatynie spowija gleboki spokoj, ktory udziela sie wszystkim odwiedzajacym. Australijczyk i Amerykanin, obaj z powaznym mnisim stazem, opowiadaja o zyciu w swiatyni. Z calych sil staram sie przechowac choc odrobine ich duchowej harmonii na potem. Dla podtrzymania wrazenia wybieramy sie na masaz do jednego z okolicznych spa. Proby przeprowadzenia badania rynku w poszukiwaniu najlepszego wskaznika jakosc/cena nas zawiodly. Bywalcy tutejszego forum slownie rozstrzelali niewinnego internaute, ktory zapytal o dobre spa w umiarkowanej cenie. Oskarzany o iscie na latwizne, nieumiejetnosc stosowania googla oraz chec napisania artykulu prasowego ich kosztem (?) niewiele sie dowiedzial. Nie odwazylam sie wrzucic mojego pytania w te pelne drapieznikow wody.
Nie zawiodla nas za to wybrana na chybil-trafil Oasis spa, ktora w specjalnej ofercie za pol ceny zaaplikowala nam dwugodzinny masaz ajuwerdyjski. Tak przygotowani jestesmy gotowi zmierzyc sie z rzeczywistoscia nocnego targu. Oswietlone jaskrawymi zarowkami stragany ciesza oczy roznorodnoscia orientalnych kolorow.
Nieco znuzeni zwiedzaniem podekscytowani szykujemy sie na ponad tydzien na Koh Tao, niewielkiej wyspie znanej wsrod nurkow amatorow, ktorych szeregi planujemy zasilic. Gwaltownie bujani na mdlacym promie mamy nadzieje, ze tutejsze atrakcje sa warte dwoch godzin cierpien. Ale juz wyciagajac sie w pachnacej poscieli Koh Tao resort nie mamy watpliwosci. Jestesmy na wakacjach. Za oknem szumi morze i graja cykady, a my nastrajamy sie na czestotliwosc slodkiego nierobstwa. Nasze czternascie ksiazek przebiera kartkami z niecierpliwosci.
Zanim na dobre zanurzymy sie w hotelowym basenie juz siedzimy w klasie, razem z czterema innymi szczesliwcami. Eliot, Anglik do zludzenia przypominajacy kota zwanego Garfieldem, robi co moze zeby najblizsze dwie godziny byly bardzo przyjemne. Jeszcze przyjemniejsze jest popoludnie, kiedy to opanowujemy sztuke kontrolowanego toniecia, udajemy, ze zgubilismy pod woda maske (niektorym wychodzi to zupelnie realistycznie) oraz robimy najlatwiejsze pompki swiata i to zupelnie bez uzycia rak. Dwa dni, cztery nurkowania i jeden egzamin pozniej dumnie sciskamy dlon Eliota jako certyfikowani nurkowie. Malo nam. Dzien przerwy i wracamy szkolic sie jako zaawansowani nurkowie. Na 30m niedaleko nas przeplywa rekin, kompletnie ignorujac zapakowane w pianki ryby z metalowym odwaznikiem na plecach. Wokol podwodnej gory uwijaja sie setki kolorowych ryb. Na dnie liczne kolonie morskich jezy z nadzieja czekaja az ktos na nich usiadzie. Ale najwieksza przygoda czeka nas wieczorem. Nurkujac w kompletnych ciemnosciach czujemy sie jak bohaterowie filmu sci-fi. Na tle rozproszonego swiatla latarek unosza sie czarne sylwetki nurkow, plaszczka pentruje dno w poszukiwaniu posilku, eleganckie rybki w czarno-biale kropki spiesza sie na impreze zalotnie krecac ogonkami, a podobny do ziemniaka duzy grouper posepnie wystaje spod skaly. Kolejny dzien to zabawa z kompasem pod woda, ktora stawia pod powaznym znakiem zapytania nasza orientacje przestrzenna i podwodne akrobacje. Michal ma dosc. Ja ciagle nie. Kolejnego dnia wyprawiam sie na druga strone wyspy, gdzie dryfujac z silnym pradem z pewnym wahaniem podziwiam jedna trigger fish za druga. Znane z terytorialnosci maja ostre zeby i niemila tendencje do przeganiania nurkow. Na szczescie dzis sa w dobrym humorze.
W koncu zostawiamy nasze lezaczki na rajskiej plazy i przechadzajacych sie po niej facetow z ogolonymi klatami; stado rozswiergotanych ptakow gwarkow, z ktorymi codziennie dzielilismy sie sniadaniem; lokalne oltarze, gdzie co rano stala swieza butelka fanty z koszyczkiem owocow; pole do minigolfa i kolekcje swietnych knajp. Opuszczamy Tajlandie, oswojony kawalek Azji, przed nami 36 godzinna podroz w czasie i przestrzeni. Nastepny przystanek - szkocki Edynburg.

Powrót
  Opinie o hotelach
nasz sprzęt

bilety

bilety