NASZE PODRÓŻE  
Trasy naszych wypraw  
Ludzie z naszych wypraw  
Ulubione zdjęcia  
Pomysły na biznes  
Wrażenia ekologa  
Ciekawostki kulturowe  
O nas / kontakt  
Inspiracje  
Przygotowania / Rady  
My w mediach  
Do nich wrócimy!  
ENGLISH VERSION  
 

2007-07-08  Kambodza, 13-18/06. Angkor What???

Angkor Wat. Wstaje nowy dzien. The birth of a new day over Angkor Wat. Phnom Penh. Widok z mnichem. Monk in view. Phnom Penh. Padalo 10 minut. 10 minutes of rain. Kambodza urocza. Lovely Cambodia. Pogiete brzegi fosy dookola Angkor Wat. Folded banks of moat around Angkor Wat. Angkor Wat. 5.30 rano. Bylismy prawie pierwsi. Na szczescie okazalo sie, ze tlumy Japonczykow nie zamierzaja wchodzic do srodka. 5.30 am. We were almost first. Fartunatelly for some reasons, the Japaneese crowds decided not to go inside. Koszmar Wnetrze swiatyni Angkor. Inside of the Angkor temple. Rzezbienia pokrywaja wszystkie sciany ogromnego Angkor Wat. Carvings cover every single wall of Angkor Wat. Swiatynie Angkor pod naporem natury. The temples of Angkor under pressure of nature. Kompleks swiatyn w Angkor odwiedza 2 mln ludzi w ciagu roku. My bylismy tam poza sezonem. 2 mln people wizyt the entire Angkor area every year. We have been there in the low season. Najwieksza ukladanka na swiecie. Prace modernizacyjne w tej swiatyni przerwali Czerwoni Kmerzy. Dokumentacja zostala przez nich zniszczona. I zabawa trwa od lat 70-tych. World's biggest jigsaw puzzle. Restoration works were disrupted by Khmer Rouge who de Buddyjski mnich w ruinach buddyjskiej swiatyni. Buddhist monk in the ruins of buddhist temple. Aga otoczona dzieciakmi sprzedajacymi pocztowki. Aga surrounded by kids selling postcards. Jozef Kambodzanski Uslugi Transportowe Sp. j. Jonnhy Cambodian Transport Services.


Droga przez Kambodze jest zaskakujaco dobra. W klimatyzowanym samochodzie pedzacym 100km/h czujemy sie zupelnie komfortowo. Mijamy znajome bambusowe chaty zaparkowane konsekwentnie wzdluz drogi. Za nimi po horyzont ciagna sie pola ryzowe urozmaicone zainstalowanymi po kolana w mule bawolami i skrawkami dzungli, ktora oparla sie karczowaniu. Jeden za drugim wyprzedzamy lokalne autobusy (?) - sprasowani jak sardynki w puszce ludzie kurczowo trzymaja sie pak ciezarowek. Przy przeprawie promowej dzieciaki wyciagaja rece pokazujac, ze sa glodne. Maly chlopiec na widok suchej bulki podskakuje do gory z radosci i pedzi podzielic sie zdobycza z rodzina. Rozdajemy wszystkie zapasy i bezradnie patrzymy na wciaz wyciagniete w nasza strone rece.
Phnom Penh o 9 wieczorem wyglada jak miasto wymarle. Nie bardzo jest gdzie kupic wode, nie wspominajac o czyms do zapchania zoladka. Ciemne ulice swieca pustkami. Przekladamy zwiedzanie okolic na dzien nastepny i resetujemy sie w wygodnym klimatyzowanym pokoju.
Phnom Penh oferuje turystom imponujacy palac krolewski, wstrzasajace khmerskie wiezienie S-21, po ktorym oprowadzaja byli straznicy, bogactwo targow zasypanych wszelkimi dobrami - szczegolnie tymi podrabianymi, jak rowniez zupelnie satysfakcjonujacy wybor restauracji. Spedzamy tu trzy dni, zamiast planowanego jednego, ale nie udaje mi sie obejrzec niemal zadnej z tych atrakcji. Moj zoladek, ktory od wjazdu do Wietnamu tylko z wahaniem przyjmowal jakiekolwiek pozywienie, calkowicie odmowil wspolpracy. Sympatyczna francuska lekarka z zaklopotaniem wysluchala litanii moich zoladkowych przypadlosci, seria badan wykluczyla goraczke denga, malarie oraz kilka innych paskudztw i w koncu potraktowala mnie iloscia lekarstw, ktore postawilyby na nogi slonia. W polaczeniu z troskliwa opieka Michala nie mialam wyjscia, stanelam na nogi i ja. Tym bardziej, ze akurat spadl deszcz i miasto zastyglo. Wedrujac na piechote z kliniki z fascynacja obserwujemy kompletnie zablokowane skrzyzowania, przez ktore nie sa w stanie sie przebic nawet motocykle.
Lzejsza o 6kg (hurra, znowu wejde w swoje ulubione spodnie z czasow studenckich!) i rozpieszczona zdrowa dawka uzalania sie nad soba kolejnego dnia ryzykuje 6godzinna wyprawe autobusem do Siem Reap. Operacja sie udaje. Pacjent slaby, ale zywy. W cieniu Angkor Wat zjadam pierwszy porzadny posilek od 4 dni i lapiac zadyszke w regularnych 100metrowych odstepach przygladam sie jak ostatnie promienie slonca oswietlaja te imponujaca budowle.
Doceniajac ogrom popularnosci zabytku umawiamy sie z naszym kierowca tuktuka na kolejny dzien na 5.15 rano. Pobladly sugeruja pozniejsza godzine, ale jestesmy nieugieci.
Gdy o 5.30 docieramy do Angkor Wat mamy juz spora konkurencje, okupujaca uliczki i mury swiatyni. Na szczescie kohorty japonskich turystow nie dotarly jeszcze do serca budowli. Na poszarzalych wiekiem murach w bitewnym zgiełku zastygly lśniące od potu ciala wojownikow… W świątyni Indiana Jones (nazwa oficjalna jest rzadko stosowana) drzewa oplataja mury korzeniami podobnymi do gigantycznych wezy. Wracamy na upalny srodek dnia zapasc w letarg w naszym klimatyzowanym pokoju, po czym znow rzucamy się w wir zwiedzania.
I to jest moment, w ktorym powinniscie dowiedziec sie wiecej na temat niesamowitosci tego miejsca. Ale jesteśmy w Edynburgu, jest pierwsza w nocy, gramy w karty z Marta i Andrzejem i nic z tego nie będzie. Cieszcie się zdjęciami.

ps. 7 lipca, w Lizbonie, szumnie ogloszono liste 7 nowych cudow swiata. Angkor sie na niej nie znalazl. Bardzo smieszne. W naszej opinii, zasluzyl na to bardziej niz Koloseum czy figura Chrustusa Zbawiciela w Rio. Wiecej na: www.new7wonders.com

 



Powrót
  Opinie o hotelach
nasz sprzęt

bilety

bilety