NASZE PODRÓŻE  
Trasy naszych wypraw  
Ludzie z naszych wypraw  
Ulubione zdjęcia  
Pomysły na biznes  
Wrażenia ekologa  
Ciekawostki kulturowe  
O nas / kontakt  
Inspiracje  
Przygotowania / Rady  
My w mediach  
Do nich wrócimy!  
ENGLISH VERSION  
 

2007-06-29  Laos, Ponsavanah, 03/06. Bombowe miasteczko w bombowym kraju.

Prezentacja lokalnych skarbow. Presentation of local tresures - bomb shells found everywhere in eastern Laos. Luska po Raport z usuwania niewybuchow z rowniny sloi. The rapport from removing UXO on plain of jars, Laos prime sightseeing site. Spory ten sloik... Pretty big for a jar... Krajobraz jak z Wyspy Wielkanocnej. Moze to tamtym chlopakom wysypalo sie szklo... Picture like from Easter Island - maybe it's those guys who lost the jars... Nasz bardzo cywilizowany autobus (kurczaki zostaly w Luang Prabang). Our civilised bus (the chickens stayed behind).


Autobus do Ponsavanah wyglada na laotanski, ale w srodku panuje atmosfera mocno miedzynarodowa. Ponad polowe pasazerow stanowia nieco wymieci poranna godzina turysci z plecakami. Droga mija nam na pogodnej konwersacji i wymianie podrozniczych wskazowek.
W tlumie headhunterow z Ponsavanah nasza uwage zwraca pogodna dziewczyna. Choc jej hostel Kong Keo jest opisany w Lonely Planet, ceny zostaly bez zmian.
Dwuosobowy drewniany domek wygrywa u nas z murowanym pokojem. Z ulga zrzucamy plecaki na szerokie twarde lozko, ze zdziwieniem dostrzegajac niebo migoczace pomiedzy deskami. W lazience niemal o zawal przyprawia mnie wielki karaluch machajacy przyjaznie wasikami z polki na kosmetyki. No coz, spedzamy tu tylko jedna noc. Tylko my, komary i karaluchy.
Nasza sympatyczna gospodynii zawozi nas na pierwsza z trzech "rownin dzbanow" (plain of jars). To wlasnie one wypelnily nasz autobus turystami. Oceniane na 2000 lat najprawdopodobniej sluzyly jako urny pogrzebowe, jednak wciaz skrywa je tajemnica. Nasza przewodniczka podwaza oficjalna wersje. Jej zdaniem dzbany sa pozostaloscia po uczcie gigantycznego wzrostu przodkow. Kiedy chwile pozniej wspomina o sekretnej amerykanskiej wojnie na terenie Laosu w latach '60 i '70, traktujemy to z podobnym przymruzeniem oka. Niewatpliwie jednak liczne leje po bombach, niczym blizny znaczace usiana kamiennymi dzbanami rownine, jak rowniez tablica informacyjna z raportem z usuwnia niewybuchow sugeruja, ze cos jest na rzeczy. Jednak pokazywany wieczorem film dokumentalny na ten temat (Bombies 2001, Jack Silberman*) wprawia nas w absolutne oslupienie. W czasie gdy trwala wojna w Wietnamie, w Laosie rowniez o wladze walczyli komunisci. W starciu ze swiatowym komunizmem Amerykanie nie przebierali w srodkach. Podczas wojny wietnamskiej (nazywanej w tej czesci swiata amerykanska) czesc bomb spadala na Laos - czy to w ramach celowych misji, czy tez gdy wycieczka nad Wietnam z bazy w Tajlandii w ostatniej chwili okazala sie niemozliwa, a zolnierze nie chcieli ladowac z bombami na pokladzie. Jednak najbardziej dla nas zdumiewajacy jest fakt, ze po zakonczeniu wojny w Wietnamie Amerykanie nadal bombardowali Laos, czyniac z tego kraju najbardziej zmombardowany w przeliczeniu na km2 w historii. Ze zrzuconych 2,000,000 ton bomb, w wiekszosci kasetonowych, ktore wypadajac z samolotu wyrzucaly z siebie 67 malych bomb kazda, 10-30% nie wybuchlo. Swobodne spacery po Laosie nie sa w zwiazku z tym rekomendowane, a luski po bombach chetnie pozuja w charakterze doniczek, poidel dla zwierzat czy rynien. Stany Zjednoczone nigdy nie przyznaly sie do ingerencji w Laosie, ktory moze liczyc w zwiazku z tym tylko na standardowa pomoc miedzynarodowa. Koniecznosc pracowitego oczyszczania terenu zanim cokolwiek zostanie wybudowane w praktyce skazuje ten kraj na zacofanie. To, co negatywne dla gospodarki i mieszkancow tego kraju, czyni go jednak niezwyklym miejscem dla turystow. Jest to jedno z ostatnich miejsc na Ziemi, gdzie ludzie zyja jak niegdys - niemal zupelnie samowystarczalni, zgodnie z rytmem natury. Cement, wynalazek mocno naduzywany w sasiednich panstwach do budowy szkaradnych budynkow, tu widac tylko w wiekszych miastach. Wszedzie za to widac szerokie usmiechy Laotanczykow. Spotykane w czasie tej podrozy dzieciaki czesto wyprobowywaly na turystach nowopoznane angielskie slowka - czesto przeklenstwa opatrzone "miedzynarodowym znakiem pokoju" - po czym rozesmiane uwaznie wpatrywaly sie w twarze turystow, niecierpliwe reakcji. A dzieciaki w Laosie krzycza: "I love you!". I tez sie zasmiewaja.

* Wiecej o filmie i sekretnej wojnie (wraz z odnosnikami do innych zrodel na ten temat) na stronie: http://www.itvs.org/bombies

Powrót
  Opinie o hotelach
nasz sprzęt

bilety

bilety