NASZE PODRÓŻE  
Trasy naszych wypraw  
Ludzie z naszych wypraw  
Ulubione zdjęcia  
Pomysły na biznes  
Wrażenia ekologa  
Ciekawostki kulturowe  
O nas / kontakt  
Inspiracje  
Przygotowania / Rady  
My w mediach  
Do nich wrócimy!  
ENGLISH VERSION  
 

2007-05-28  Japonia, Tokio, 9-11/5. Ucywilizowana miejska dzungla.

Tokio az po horyzont. W kazdym kierunku. Tokyo as fas as you can see. In every direction. Japonczycy. Jak potrzebuja to po prostu ida spac. Gdziekolwiek. The Japaneese. If they need, they just go to sleep. Anywhere. Ta ladniejsza czesc cesarskiego ogrodu. The nicer part of Emperor's garden. Jeszcze troche ogrodu. A little more of the garden. Codzienna Japonia. Maszyna vendingowa w jakiejs mini-uliczce. Do kupienia m.in. goraca herbata w butelce. Everyday Japan. Vending machine in some tiny street. You can get a warm tea in a bottle. Klasyczne Shinjuku. Na pierwszym planie, mloda Japonka ubrana zgodnie z obowiazujacymi trendami. The classical Shinjuku. In the foreground, young Japaneese, dressed up in line with the latest fashion. Ratusz w Tokio. Z samej gory rozciaga sie niesamowity widok. Tokyo City Hall. There is a stunning view from the very top. Na drugim pietrze pociag lokalny. Na pierwszym - shinkansen. A pod ziemia 3 linie metra. Second level: local train. First level: shinkansen. Underground: three subway lines. Tokyo by night. Ta wiezyczka, to talerzyki po sushi :) Pysznie. The tower in the background, composes of sushi plates :) Delicious. Taki komputer stacjonarny to nam sie podoba. Desktop like this is what we like. No i wyszlo szydlo z worka! Technologia? Jaka technologia? Za kazdym automatem siedzi koles i sprzedaje bilety :) Caught red-handed! Technology? What technology? Behind every ticket machine there is a guy who sells them :) Czlonkowie mafii to maja ciezkie zycie. Tutaj na przyklad, zakaz wchodzenia do onsenu. Yakuza members have really difficult lives. Here, they are forbidden to enter onsen. Tuz przed wejsciem do onsenu. Zdjecia po wejsciu w archiwum domowym. Just before entering onsen. Pictures Poranek na rybnym targu. Morning on the fish market. Tunczyki. Zamrozone. Kupujacy. Rozpaleni. Tunas. Frozen. Buyers. Red-hot. Taka duza rybe kroi sie na male kawaleczki... The big fish is cut into small pieces... ...i po te male kawaleczki, juz jako sushi, ustawia sie dluga kolejka. O 7 rano. ...and for those small pieces people line up eagerly. At 7 in the morning.


Kiedy tuz po osmej wychodzimy razem z Rie z domu, mocno obudzone Tokio wita nas tlumem przechodniow i szumem pojazdow. Metro odjezdza co 2 minuty wywozac ze soba tlumy drzemiacych pasazerow. Mimo tloku niektorzy daja rade wciagnac sie w gre z wlasna komorka, napisac smsa, albo obejrzec wiadomosci telewizyjne. Zakaz rozmow telefonicznych w pociagu jest zaskakujaco skrupulatnie przestrzegany zarowno przez zakolczykowana mlodziez, jak i salarymenow pod krawatami*.
Dzien zaczynamy od spaceru przez cesarskie ogrody, obowiazkowy element kazdej wycieczki do stolicy Japonii. Spacer ratuje niewielki fragment parku, zaprojektowany zgodnie zasadami starozytnej sztuki. Reszta, czyli wielki otoczony murem trawnik, wokol ktorego rosnie szpaler drzew, do zludzenia przypomina nam boisko futbolowe. Dodatkowo cesarz ma w tym czasie wazne spotkanie i nie moze sie z nami zobaczyc.
Spotkanie z natura odreagowujemy w budynku Sony, gdzie firma zorganizowala mega ekspozycje swoich produktow. W tym wesolym miasteczku dla doroslych spedzamy dobre kilka godzin, bawiac sie najnowszymi elektronicznymi gadzetami. Na ekranach ogromnych telewizorow HDD ogladamy filmy (niestety wszystkie w japonskiej wersji jezykowej), testujemy najnowsze komputery, bawimy sie odtwarzaczami mp3, a na koniec zazywamy darmowego internetu. Niestety robo-pies Sony ma dzisiaj wychodne.
Wykrzywione na zdjeciach twarze aktorow polozonego niedaleko teatru Kabuki nie przekonuja nas do wejscia. Zabytkowy budynek podziwiamy z zewnatrz.
Na koniec dnia decydujemy sie wymieknac w onsenie, popularnej japonskiej lazni zbudowanej przy goracych zrodlach. Metro wiezie nas wzdluz portu na poziomie 6 pietra. Nad nami autostrada pedza samochody, a pod nami uwijaja sie dwie linie kolejowe i piec linii metra.
Zbudowany w stylu epoki Edo onsen jest jak wehikul czasu. Zakaz wstepu obowiazuje nietrzezwych, wytatuowanych oraz czlonkow Yakuzy - japonskiej mafii. Jako ze nie nalezymy do zadnej z powyzszych kategorii, zostawiamy przy wejsciu buty, przebieramy sie w rodzaj kimona, po czym drobimy wsrod malych drewnianych straganow sprzedajacych pamiatki oraz restauracji z niskimi stolikami. Przy wejsciu do lazni zasady sa jasne. Panie na prawo, panowie na lewo. Tekstylni wstep wzbroniony**. Najpierw siadamy golymi tylkami na niziutkich stoleczkach, zeby zazyc prysznica i dopiero pozniej mamy prawo razem z innymi zanurzyc sie w jednej z wypelnionych wrzatkiem balii. Po pietnastu minutach mam wrazenie, ze zaczyna mi sie scinac bialko. Rejteruje do pokoju relaksacyjnego, gdzie wyciagam sie wygodnie futonie, japonskim materacyku. Chwile pozniej dociera do mnie podgotowany Michal.
Przy stacji metra czeka juz na nas Rie, ktora, gotowa zabrac nas na kolejna kulinarna przygode, wyszla z pracy wyjatkowo wczesnie, bo po osmej. W malych parterowych domkach wrosnietych w pobliska uliczke tlocza sie restauracyjki. Na rozgrzanym stalowym blacie stolu Rie przygotowuje lokalne omlety. Obzarci, toczymy sie spokojnie do domu.
Kolejny dzien zaczyna sie o 5 rano. Nikt nam nie zarzuci, ze leniwi z nas podroznicy. Wokol targu rybnego ruch jak w ulu. Tiry, male samochodziki i drewniane wozki walcza o pierszenstwo na waskich uliczkach. W glownej hali trwa aukcja tunczykow. Spasione dwumetrowe ryby leza na ziemi w rownych rzedach. Turystom wstep wzbroniony. Zbijamy sie w stadko z kilkunastoma innymi osobnikami wyposazonymi w sandaly oraz aparaty i powoli przesuwamy do przodu - Kupa mosci panowie! Nikt nie smie nam podskoczyc.
Na sasiednim targu trwa sprzedaz ryb i owocow morza. Nie jestem pewna do ktorej kategorii zaliczaja sie niezdarnie walczace z plastikowymi siatkami zolwie. W koncu ustawiamy sie w kolejce do suszarni po sniadanie prosto z morza.
Mimo, ze przez stacje Shinjuku dziennie przewija sie ponad 700 tysiecy ludzi, nikt nas nawet nie musnie, gdy wychodzimy stad w godzinie szczytu. Na ostatnim pietrze rzadowego budynku zagapiamy sie na panorame miasta. Jak okiem siegnac ciagna sie strzeliste cielska stalowych wiezowcow, przy ktorych samochody wygladaja jak miniaturowe robaczki. Ludzi stad w ogole nie widac. Wszystko spowija szarawa mgla smogu. Podobno w ramach walki z zanieczyszczeniem kazdy nowobudowany dom musi miec na dachu ogrod. Zdaje sie, ze w takim razie widzimy same stare budynki.
Nasz ostatni dzien w Tokio postanawiamy uczcic wizyta w McDonaldzie. Nawet tu do posilku dostajemy mokre chusteczki do przetarcia dloni. Kanapka z krewetkami, lokalna specjalnosc, to wyjatkowo smaczna alternatywa dla rownie tanich japonskich kluskow. Michal twierdzi, ze nigdy w zyciu nie dostal tak porzadnie zrobionego hamburgera. Kolejne warstwy leza na sobie idealnie jak na fotografii z menu. Japonczycy jak cos robia, robia to dobrze. Bez wzgledu na to czy pracuja jako sprzataczka, czy jako menedzer.
Dla poprawy trawienia idziemy sie przejsc. Jako scenografie wybieramy sobie dzielnice love hoteli w Shibuya. Uliczki niedaleko stacji zmonopolizowane zostaly przez frymusne budynki oferujace kilkugodzinny "wypoczynek" w stylizowanych pokojach w cenie 70-200PLN. Kazdy znajdzie cos dla siebie - od milosnikow Picassa po fanow rozowych kroliczkow.
Wystawa fotografii w galerii w Ebisu przekonuje nas, ze przy nastepnym pobycie w Japonii do programu wycieczki obowiazkowo musimy zaliczyc poludniowa wyspe, gdzie schronienie znalazla dziewicza lokalna przyroda.
W ramach pozegnalnego spotkania Rich i Kaori wprowadzaja nas w tajska kuchnie. Jesli pobyt w Tajlandii bedzie rownie udany jak nasz wieczor, to zapowiada sie wyjatkowo dobrze.
Gadajac z Rie do pozna w nocy ledwo zwlekamy sie z lozek, zeby zdazyc na poranny samolot. Na lotnisko docieramy z trzema przesiadkami wlasciwie nie otwierajac oczu. To chyba najlepszy dowod na genialna organizacje japonskiego transportu. Zgodnie z planem odfruwamy w strone Hong-Kongu.

* Salaryman to Japonczyk zatrudniony w biurze, odbierajacy miesieczna pensje, salary (ang.).
** Napis zaczerpniety z wejscia na plaze dla nudystow.

Powrót
  Opinie o hotelach
nasz sprzęt

bilety

bilety