NASZE PODRÓŻE  
Trasy naszych wypraw  
Ludzie z naszych wypraw  
Ulubione zdjęcia  
Pomysły na biznes  
Wrażenia ekologa  
Ciekawostki kulturowe  
O nas / kontakt  
Inspiracje  
Przygotowania / Rady  
My w mediach  
Do nich wrócimy!  
ENGLISH VERSION  
 

2007-03-19  Nowa Zelandia, Christchurch, 8-9/03. Poczatek.

College w Christchurchi jego uczniowie, ciagle wierni brytyjskiej tradycji. Christchurch college and its students, loyal to British traditions. College w Christchurch. Klasa. College in Christchurch. A quality in itself. Christchurch. Miasto przyjazne rowerom. Bike-friendly town. Ta droga jezdzi zabytkowy tramwaj. Jako, ze bylismy tu zanim wyruszyl w trase, sfotografowalismy zabytkowa rowerzystke. This is the route of an ancient tram. Lacking the tram we decided to take a photo of an ancient bike rider. Christchurch kocha artystow. Artysci kochaja Christchurch. Christchurch loves artist. Artist love Christchurch. Kogut. Niby taki polski, ale jednak troche niepolski. Rooster. Kind of Polish, and not-Polish at the same time. Kiwi - symbol Nowej Zelandii. Bardzo nie lubi pozowac do zdjec. Kiwi - the symbol of NZ.


Mamy dwa tygodnie na zobaczenie Nowej Zelandii. Dluzszy pobyt, choc z pewnoscia obfitowalby w wiele niezapomnianych wrazen, oznaczalby niestety nadmierne spustoszenie w naszym portfelu. Jak zwykle chcemy zobaczyc najwieksze atrakcje. Tyle ze w tym pozornie niewielkim kraju sa nimi parki narodowe. Kazdy oferuje cos niepowtarzalnego, a na zapoznanie sie z ta niepowtarzalnoscia nalezy sobie zarezerwowac 4-5 dni. Cwiczymy sie w trudnej sztuce wyboru i decydujemy wyeliminowac ze zwiedzania poludniowa czesc wyspy poludniowej oraz, gwoli sprawiedliwosci, polnocna czesc wyspy polnocnej. Obrazona na caly swiat na wszelki wypadek w ogole nie czytam co nas ominelo. Michal mnie pociesza, ze Nowa Zelandia to kraj cywilizowany i jak nam przybedzie malych paciatek przyjedziemy tu z nimi na piekne wakacje na lonie natury.
Wyspy witaja nas prawdziwa polska goscinnoscia w osobie Anki, ktora, oczarowana przez rodowitego Kiwi*, przeniosla sie tu na dobre. Siedzimy w kuchni ich przytulnego drewnianego domu goraczkowo wymieniajac sie opowiesciami; spedzamy razem tylko jeden wieczor. Anka z duza wprawa zagluje uwaga miedzy mna, pachnacymi pysznosciami skwierczacymi w piekarniku, a poltoraroczna Georgie, ktora ciagle nie zdecydowala czy bardziej chce jej sie jesc czy spac. Irokez na glowie usadzonego w krzeselku malenstwa zdradza indywidualnosc. Codziennie rano Georgie wychodzi z domu uczesana w schludny kucyk, zeby go sobie sciagnac przy najblizszej przydarzajacej sie okazji i wrocic z fryzura a'la Rod Steward. Teraz odmawia bycia karmiona. Bedzie jadla sama. Posilek niewatpliwie w jakiejs czesci trafia do umazanej buzi, a mala jest zupelnie z siebie zadowolona. Ja probuje sie przydac, co sprowadza sie glownie do nie paletania sie pod nogami i drapania puchatego kota, ktory chylkiem i nie zupelnie legalnie dostal sie do domu po porcje pieszczot. Michal w pokoju obok oszukuje Zosie przy grze w pamiec. Wydaja sie niezle bawic, tym bardziej, ze to Zosia, skubana, wygrywa. W koncu zapach jedzenia wabi cala rodzine do stolu. Wysmienita jagniecina rozplywa sie w ustach, wzdychamy nad prawdziwym polskim bigosem, a calosci dopelnia swietne nowozelandzkie wino. Z cudownie pelnym brzuszkiem odplywam podczas samochodowej wycieczki po miescie. Michal utrzymuje najwyzszy stopien koncentracji, w czym pomaga mu trzymana w rekach kierownica. Pierwsze spotkanie z ruchem lewostronnym nalezy uznac za udane. Jedziemy przez rozlegle przedmiescia, gdzie w rownych szeregach preza sie schludne domki z ogrodkami. Niewielu Nowozelandczykow jest gotowych splamic sie mieszkaniem w bloku. W polaczeniu z pieknym centrum, wyposazonym we wszystkie istotne miejskie atrakcje i niezwykla natura dostepna na wyciagniecie reki, Christchurch jest dla nas uosobieniem miasta idealnego. Wracamy w sama pore na dostawe pysznych owsianych ciasteczek upieczonych wlasnorecznie przez Melva. Gospodarz wielkodusznie dzieli sie ze mna przepisem. Bede trenowac jak wrocimy.
Nastepnego dnia kontynuujemy nasza krucjate samochodowa. Wynajete cztery kolka maja byc naszym podstawowym srodkiem transportu na wyspach. Na razie okazalo sie, ze nasza rezerwacja w jednej z firm sie zdematerializowala i w ogole nie maja dla nas samochodu. I kto powiedzial, ze cuda sie nie zdarzaja. Zakrojone na szeroka skale poszukiwania koncza sie sukcesem. Samochod mamy wprawdzie wiekowy, ale za to swiezo po przegladzie. Bardzo serdeczna i bardzo zakolczykowana dziewczyna opisuje wszystkie zadrapania. Gdyby Wam pekla szyba, nie dajcie sie za to obciazyc, radzi wpisujac "liczne pekniecia przedniej szyby". Podejrzliwie przygladam sie kilku mikroskopijnym zadrapaniom, ale nowozelandzkie drogi nie moga byc przeciez gorsze od polskich. Kiepsko dziala radio, wiec jedziemy jeszcze do warsztatu je nareperowac. Znuzeni przedluzonym oczekiwaniem idziemy na rekonesans. Samochod znajdujemy bez przednich kol podwieszony na rampie, z mechanikiem zainstalowanym pod spodem. Uczynny czlowiek wymienia nam jeszcze klocki hamulcowe i przednie kola wlasnie. Przydadza sie, przyznajemy rozwazajac co oprocz dowodu rejestracyjnego obejmowal przeglad tego samochodu.
Niespodziewana nadwyzke wolnego czasu wykorzystujemy na odwiedziny w pobliskim rezerwacie kiwi, gdzie podwozi nas pomocny pracownik warsztatu. Spacerujemy po obszernym pomieszczeniu, gdzie dzien zamieniono z noca. Tuz przy wejsciu nasze jeszcze nie do konca przyzwyczajone do mroku oczy dostrzegaja jeza pracowicie przekopujacego sciolke. Tuz obok zauwazamy kiwi, ktory przerasta nasze wyobrazenia o dobre dwadziescia centymetrow. Zajety swoimi sprawami zyjacy symbol Nowej Zelandii weszy z dziobem przy ziemi wydajac z siebie rytmiczne snif, snif, snif...snif, snif, snif... Te najbardziej podobne do ssakow ptaki sa jedynymi, ktore maja nos umieszczony na koncu dzioba, wasiki niczym kociak i uszy (a wlasciwie otworki), ktorych faktycznie uzywaja. Ich piora sa tak podobne do futerka, ze walcze ze soba, zeby nie siegnac przez niski plotek i nie poglaskac zwierzatka. W zamian za te udogodnienia nie moga latac, co niemal doprowadzilo do ich wyginiecia. Sprowadzone przez bialego czlowieka drapiezniki - glownie psy i koty - wyjatkowo zagustowaly w jajach kiwi. Nie zebym im sie specjalnie dziwila. Te heroiczne ptaki znosza jaja wielkosci strusich, zajmujace 20% objetosci ich ciala.
Wracamy po nasz udoskonalony pojazd, z zalem zegnamy sie z Anka i wyposazeni w pyszne ciasteczka Melva ruszamy w dalsza droge.

* Kiwi - przyjazne okreslenie Nowozelandczykow.


Powrót
  Opinie o hotelach
nasz sprzęt

bilety

bilety