NASZE PODRÓŻE  
Trasy naszych wypraw  
Ludzie z naszych wypraw  
Ulubione zdjęcia  
Pomysły na biznes  
Wrażenia ekologa  
Ciekawostki kulturowe  
O nas / kontakt  
Inspiracje  
Przygotowania / Rady  
My w mediach  
Do nich wrócimy!  
ENGLISH VERSION  
 

2007-03-14  Ameryka Poludniowa. Wielka podroz na malym budzecie. Podsumowanie.

Buenos Aires. Mala budka, wielkie zarcie. Litttle stall, great food.


Przed przyjazdem do Ameryki Poludniowej troskliwa rodzina i przyjaciele wyposazyli nas w zestaw przestrog. Obiecalismy uwazac, natomiast wziecie sobie tych wszystkich uwag do serca niechybnie oznaczaloby, ze nigdy bysmy sie nie wybrali w odwiedziny do tak przerazajacego miejsca.
Przez trzy miesiace przemierzylismy tysiace kilometrow, spotkalismy mnostwo ludzi i nie slyszelismy z pierwszej reki zadnej historii, ktora nie moglaby sie przydarzyc w europejskim miescie. Obwieszone ulotkami z ostrzezeniami Caracas bylo jedynym miejscem, gdzie sie naprawde balam. Trudno jednak powiedziec, czego bardziej - realnego zagrozenia, czy mojej bujnej wyobrazni, ktora w kazdej latynoskiej twarzy doszukiwala sie notorycznego przestepcy. W czesci ten sukces zawdzieczamy zapewne temu, ze mimo ogromnej ochoty na odwiedzenie tej niezwyklej atrakcji turystycznej, od slumsow trzymalismy sie z daleka.
Zacheceni powodzeniem dotychczasowej wyprawy niniejszym po raz pierwszy publikujemy nasz kodeks podroznika po tajemniczych krainach:
1. Usmiechamy sie do ludzi na ulicy i mowimy im dzien dobry - nie, nie stosowalismy tego w duzych miastach.
2. W informacji turystycznej zasiegamy informacji, ktorych dzielnic nie nalezy zwiedzac po zmroku, a ktorych w ogole.
3. Zawsze nosimy ze soba numer telefonu do polskiej ambasady w danym kraju.
4. Jak najwiecej korzystamy z publicznego (masowego) transportu. Taksowki bierzemy wylacznie dobrze oznakowane i z ulicy (najlepiej takie, z ktorych wlasnie ktos wysiada). Jesli to tylko mozliwe nie bierzemy taksowek z lotnisk.
5. Kiedy odpoczywamy z bagazem w miejscach publicznych spinamy go stalowa linka (nie przydalo sie, ale czulismy sie pewniej)
6. Wymieniamy sie praktycznymi wskazowkami z innymi podroznikami
7. Nie bierzemy od nikogo rzeczy do przewiezienia.
8. W miejscach, gdzie potencjalnie moglibysmy byc zagrozeni mamy pod reka gwizdek o przenikliwym dzwieku, a w pamieci hiszpanskie slowo oznaczajace ogien - fuego. Budzi znacznie wieksze zainteresowanie otoczenia, niz "napad".
Mamy tez dwa sposoby "na specjalne okazje", ktore z braku takowych nie zostaly na razie sprawdzone:
- Jesli spotkany policjant bez wyraznego powodu usilowalby nas zabrac na komisariat, dzwonimy do ambasady po konsultacje.
- Jesli na lotnisku informuja nas, ze jestesmy podejrzani o przewozenie w zoladku kokainy i musimy pojechac na przeswietlenie, przez co sie spoznimy na nasz lot (sposob na wyciagniecie lapowki) - po pierwsze oferujemy, ze wypijemy puszke coca coli, ktora podobno rozpuszcza folie (wskazowka Gabriela z Caracas); jesli to nie zadziala dzwonimy do ambasady.
Szczegolnie uzyteczna okazala sie zasada numer 1, ktorej zawdzieczamy mnostwo pogawedek z lokalnymi mieszkancami. Dzieki poprzedniemu papiezowi nie mielismy nigdzie problemow z wyjasnianiem co to takiego jest Polska. Zdziwienie budzil natomiast fakt, ze w Polsce mowi sie po Polsku. No bo jak to - taki maly kraj i ma swoj wlasny jezyk? Informacja, ze jestesmy niemal 40 milionowym narodem nieodmiennie skutkowala okrzykami zdumienia. Swoj hiszpanski trenowalismy uparcie, ale dopiero pod koniec pobytu na kontynencie osiagnelismy dostateczna wprawe, zeby prowadzic dyskusje na tematy spoleczne i polityczne. Dobra motywacja byla duza popularnosc socjalizmu wsrod mieszkancow wszystkich panstw oprocz Chile. Ludzie widza ten system jako rozwiazanie wszelkiego zla zwiazanego z bieda i brakiem zabezpieczen socjalnych. Niedowierzanie budzila informacja, ze mozliwe jest polaczenie gospodarki rynkowej z dostepna dla wszystkich sluzby zdrowia, wynagrodzenia w przypadku choroby czy kalectwa, czy emerytury. Intensywnie zapewnialismy naszych rozmowcow, ze taki system istnieje i dziala zupelnie przyzwoicie, w odroznieniu od marksistowskiego wydania socjalizmu. Jedni nazwaliby to praca u podstaw, inni syzyfowym wysilkiem. My mamy nadzieje, ze zasialismy choc ziarno watpliwosci.
Mimo powszechnej niecheci do Stanow Zjednoczonych na kontynencie na pewno nie brakowalo coca-coli, dostepnej podobnie jak inne napoje gazowane w duzych ilosciach. Znacznie bardziej problematyczna zdaje sie byc natomiast woda. Kupowana w butelkach jest wylacznie oczyszczana i po kilku godzinach od otworzenia nabiera nieprzyjemnego posmaku chloru. Butelkowana woda zrodlana nie jest znana w zadnym odwiedzonym przez nas kraju, z wyjatkiem Chile i Argentyny.
Innym efektem wplywu Stanow Zjednoczonych na poludniowoamerykanskie gospodarki jest powszechne uznawanie dolara amerykanskiego jako srodka platniczego. W Wenezueli, Peru i Argentynie mozna go wyplacac z bankomatu na rowni z lokalna waluta, a w Ekwadorze jest jedynym srodkiem platniczym. Jednak ku naszemu zaskoczeniu z karty Visa mozna korzystac znacznie czesciej, niz z American Express, ktora z poswieceniem znacznych srodkow czasowych, wyrabialismy przed wyjazdem wlasnie z mysla o Ameryce Poludniowej.
Przyjemnym podobienstwiem jest zdecydowanie zwyczaj numerowania budynkow wedlug przecznic. Jesli tylko trafi sie na wlasciwa ulice, wiadomo dokladnie jak daleko trzeba isc, zeby trafic pod wymarzony adres.
Nasze doswiadczenia w Ameryce Poludniowej zaowocowaly tez podrecznym slownikiem hiszpanskiego dla poczatkujacych w tym rejonie swiata:
Uno momento = usiadz i zrelaksuj sie, spedzisz tu godzine.
No problema = jest problem, ale na razie nie wiemy jak go rozwiazac. Ludzie wchodzili jednak na wyzyny improwizacji, zeby pomoc.
Amigo! = chce od Ciebie pieniedzy
Spotkajmy sie o 5 = przyjdz godzine poznej, albo wez ze soba cos do czytania.
Zaobserwowalismy tez dwie ciekawostki rodem z przeciwnych zakatkow przewodu pokarmowego. Po pierwsze daniem uznawanym w wielu poludniowoamerykanskich krajach za tradycyjne jest pieczony kurczak. Podobnie jak rosol w Polsce, tak w Ameryce Poludniowej, z wyjatkiem zdominowanej przez wolowine Argentyny, kurczak jest tradycyjnym niedzielnym daniem obiadowym. Kurczakowe fast foody stanowia natomiast popularna i tansza alternatywe dla importowanego Mc Donalda, Burger Kinga, czy rzadkiego tutaj KFC.
Kiedy po solidnym posilku udawalismy sie do toalety, osaczaly nas apele o wyrzucanie papieru toaletowego do kosza zamiast toalety. Waskie przewody kanalizacyjne latwo sie zapychaja. Mam nadzieje, ze nie nabawie sie nowego, nieco obrzydliwego przyzwyczajenia.
Pobyt w Ameryce Poludniowej mial jeszcze jedna zalete. W cenie nieco tylko wyzszej od polskiego campingu moglismy sobie pozwolic na komfortowe noclegi. Nie musielismy sie rowniez zanadto martwic o portfel kiedy chcielismy sprobowac lokalnej specjalnosci. Przed nami poltora miesiaca odzwyczajania sie od takich luksusow.

Powrót
  Opinie o hotelach
nasz sprzęt

bilety

bilety