NASZE PODRÓŻE  
Trasy naszych wypraw  
Ludzie z naszych wypraw  
Ulubione zdjęcia  
Pomysły na biznes  
Wrażenia ekologa  
Ciekawostki kulturowe  
O nas / kontakt  
Inspiracje  
Przygotowania / Rady  
My w mediach  
Do nich wrócimy!  
ENGLISH VERSION  
 

2007-03-07  Chile, Rapa Nui, 28/02-3/03. Tajemnicza wyspa.

Maoi. Najwieksze zgrupowanie stojacych posagow na wyspie. Stoja dzieki Japonczykom. To oni je podniesli. The largest group of standing maois on the island. They are upright thanks to the Japaneese. They fixed them. A to jest fabryczka maoi. Tutaj je ciosali. I nie tam po jedym... kilkadzisiat na raz! Maoi factory site. They sculptured plenty of them at the same time. Te zdazyli juz wyrzezbic, ale nie starczylo czasu na przeciagniecie ich we wlasciwe miejsce. These are fully sculptured, but never managed to make it to the shore. Maoi w fabryczce z profilu. Side view of the factory maoi. Kiedy mowimy, ze na wyspie jest sporo koni, naprawde mamy na mysli sporo. When we say there are a lot of horses on the island, we really mean Pod Aga, nasz swietny 4WD. Obok znowu konie. Below Aga, our 4WD. On the side, horses again. Jezioro w kraterze wulkanu. Zdjecie zrobione z najbardziej niezwykle polozonej osady. Vulcano crater lake. Photo taken from the most unusually located village. Zdjecie oceanu ze szczytu wulkanu (z tej samej wioski co poprzednie). Photo from the top of the vulcano (from the same village as the previous). W drugim rzedzie, pierwszy od prawej, jedyny maoi na wyspie, ktory ma oczy. In the second row, first from the right, the only maoi on the island that has eyes. Cmentarz z mocnymi akcentami lokalnymi. Cemetery, with a lot of local flavour. Maoi i krzyz. Maoi and the cross. Wieczorne czytanie. Zdjecie zrobione przy 8 sek czasie naswietlania. Kreska swiatla przy glowie Agi to ladujacy samolot. Evening reading. Photo taken with 8 sec exposure time. The ray of light next to Aga's head is actually a landing plane. Samotny lezacy maoi. Pozostale przynajmniej leza grupowo. Lonely, lying maoi... the others at least lay in groups. Duze maoi z godnoscia leza na twarzach. Maly sie opala. The large maois are laying with dignity on their faces. The little one is sunbathing. Upadle maoi i impostor (pierwszy z lewej). The fallen maois and the impostor (first from the left). Maoi (poziomo) we wczesnej fazie powstawania, przed wymontowaniem ze zbocza wulkanu. Maoi (horizontally) in early construction phase, before being removed from the vulcano. Kto zgadnie ile tu maoi lezy stadnie? Can you count the maois? A to jest ta slawna rezydencja na szczycie wulkanu. Zapomnialem dodac, ze niesamowity widok jest okupiony sufitem umieszczonym ok. 1 metra nad ziemia. The unique, top-of-the-vulcano residential area. I forgot to mention that the drawback to the stunning v


Spotkani po drodze ludzie na wzmianke, ze wybieramy sie na Wyspe Wielkanocna nieodmiennie reagowali pytaniem, ktory bank obrabowalismy, zeby sie tam dostac. Ich podejrzliwosc nieco tylko uspokajaly nasze cierpliwe wyjasnienia zasad dzialania biletu dookola swiata. Pytanie na lotnisku o noclegi to pierwsze nasze zderzenie z rzeczywistoscia. Desperacko poszukujemy miejsca, ktore nie zrujnuje nas finansowo. Pierwszy sukces. Jedziemy na pace dodga upchnieci z bagazami mniej skapych turystow, zeby rozbic namiot na wycenionej na ok. 50 PLN naslonecznionej miejscowce. Widok na roztrzaskujace sie o skaly fale i pasace sie w poblizu konie rekompensuje nam wszystkie uwierajace kamienie. Spacer po knajpach w stolicy wyspy rozwiewa nasze marzenia o rozpasanej konsumpcji lokalnych ryb. Rozwazamy tez ile czasu czlowiek jest w stanie przezyc bez wody, bo placic 10 PLN za litrowa butelke to dla nas nie honor. Zanim udaje nam sie odwodnic, znajdujemy zrodlo pitnej wody w naszym kranie.
Mila niespodzianka sa za to przyjazni mieszkancy wyspy. Wizyta w knajpie daje Michalowi do myslenia, czy aby nie za bardzo przyjazni. Empanade, czyli rodzaj nadziewanego pieroga, serwuje nam polinezyjsko wygladajacy tubylec. Pierwszy jakiego tu widzimy, przygladam mu sie wiec dokladnie. Lekko przy kosci, przyjemnie opalony i bardzo pogodny. Zastanawiam sie czy zawiazana niczym sukienka obszerna kolorowa chusta, jedyny element jego odziezy, to ich narodowy stroj. I wtedy moj wzrok pada na jego paznokcie. Dlugie i wypielegnowane. Hmmm. Na pytanie o niegazowana wode teatralnym gestem zaslania dlonia usta - "Uups, chyba nie mamy". Ja juz to gdzies widzialam. Tak, Almodovar czulby sie tu jak w domu. Usmiechamy sie serdecznie, kiedy, uspokajajac niecierpliwych lokalnych klientow, kelner uderza otwarta dlonia w stol wysokim glosem zakrzykujac "Spokoj chlopaki!".
Z mapy wynika, ze jestesmy w centrum stolicy i w zasadzie jedynego zamieszkalego obszaru Rapa Nui. Rozgladam sie wokolo. Wszedzie niskie chaty i kryta kostka droga. Jestesmy w najbardziej niezwyklym zadupiu na swiecie. Najblizsze miasto, Santiago, 3700km stad.
Wyspe planujemy zwiedzac na dwoch kolkach. Okazuje sie jednak, ze w cennikach wypozyczalni rower plus rower rowna sie samochod. Nie dane nam bedzie popedalowac. Na tylne siedzenie naszego 4WD pakujemy swiezo poznanego Szwajcara i ruszamy.
Z falujacych zoltawych traw wylaniaja sie powazne kamienne twarze. Maoi - tajemniczy, gigantyczni mieszkancy wyspy. Jest ich tu ok. 900. Kiedys wszystkie (oprocz 7) staly plecami do oceanu. Zaledwie kilkanascie dotrwalo w tej pozycji do dzis. Tsunami, trzesienia ziemi, wojny plemienne - wszystko to mialo swoj udzial w powaleniu kolosow. Teraz, czy to wpatrujac sie w ziemie pustymi oczodolami, czy slepo spogladajac w przestrzen, robia niezwykle wrazenie. Do dzis nie wyjasniono ostatecznie jaka role pelnily, ani dlaczego wydlubano im kamienne oczy i w koncu stracono z piedestalow. W scianach wulkanow tkwia uwiezione nieukonczone posagi. Spedzamy dobra chwile zamysleni w cieniu tych olbrzymow. To chyba najprzyjemniejszy element pobytu.
Wzgorza usiane szarymi kamieniami do zludzenia przypominaja nam Szkocje z pocztowek. Przemierzaja je poldzikie konie. Wypatrujemy nienaznaczonych. Jesli takiego znajdziemy i osteplujemy, bedzie nasz. Oznaczaloby to jednak przytkniecie rozpalonego zelastwa do tylka biednego zwierzecia. Prawde mowiac, nie widze mozliwosci zebysmy (sie na) cos takiego zdobyli.
Ograniczenie szybkosci do 40 km/h jest czysto zdroworozsadkowe. O ile my na pewno wiemy co jest droga, o tyle paletajace sie wszedzie konie na pewno nie. Jesli dodamy do tego, ze zaden samochod na wyspie nie ma ubezpieczenia, to spotkanie pojazdu poruszajacego sie z szybkoscia 40 km/h, ze stojacym, cwierctonowym zwierzeciem, wytworzy energie, ktora spokojnie wymiecie z portfela kilka tysiecy zlotych. Naprawde nie ma powodu zeby sie spieszyc. Tym bardziej, ze objechanie calej wyspy to raptem 100-kilometrowa wycieczka.
Zajrzelismy tez na dwie ladne, ale nie rzucajace na kolana plaze. Przy wyjsciu z drugiej dostrzegamy tabliczke z zakazem kapieli, zmyslnie ustawiona tak, ze wchodzacy jej nie widza. Znajdujace sie w wodzie grubo ponad 20 osob jej czytanie ma zapewne jeszcze przed soba.
Po zachodzie slonca wybieramy sie na jeszcze jedna unikalna wycieczke: Maoi noca, czyli poszukiwanie zaginionego pokrowca na aparat. Jam ci to, nie chwalac sie, zorganizowala. W jasnym swietle ksiezyca w pelni (znowu!) brniemy w wysokich trawach w strone czarnych posagowych cieni. Wyprawa konczy sie pelnym sukcesem, a my mozemy sie pochwalic wybitna znajomoscia topografii wyspy.
Pod prysznicem stwierdzam, ze radosc z pieknej opalenizny byla nieco przedwczesna. Myje nogi i juz wiem skad tubylcy maja swoj przyjemnie ciemny kolor skory.
Do snu muzyke relaksacyjna skomponowaly nam swierszcze. Solista wskoczyl na nasz namiot i pomyka na swoich skrzypeczkach. Za tlo robia fale.
Rano za to dopada nas zmeczenie z Buenos. Szukamy dobrej wymowki, zeby nigdzie sie nie ruszac, kiedy na namiot spadaja pierwsze krople ulewnego deszczu.
Gdy zaspani i rozczochrani dobrze po poludniu wkraczamy do kuchni, zastajemy tam Max, zakochana w Rapa Nui Nowozelandke. Kiedy udaje jej sie w koncu opanowac atak smiechu, doradza nam co mozemy robic w Nowej Zelandii przez dwa tygodnie, ktore mamy na jej odwiedzenie. Jestesmy troche obrazeni, ale z rosnacym zaciekawieniem sluchamy jej historii. Pracuje tylko wtedy, kiedy koncza sie jej pieniadze na surfowanie. Wlasnie postanowila sie przeniesc na Wyspe Wielkanocna. Dla niej to raj na Ziemii. Lokalni mieszkancy nieufnie uprzedzili ja, ze nie moze tu kupic ziemi. Nie tak dawno wladze wyspy mialy interesujace spotkanie z Japonczykiem. Ten uroczy czlowiek umowil sie z nimi, zeby ustalic ile chca za wyspe. Cala. Podoba mu sie i chce ja kupic od reki. Max wyjasnila, ze chce sie cieszyc tym miejscem, a nie je posiadac. Tubylcy sie rozchmurzyli i z otwartymi ramionami przyjeli ja do swojej spolecznosci. Mieszka tu w zamian za pomoc naszej gospodynii. Rower, samochod oraz konie sa do jej dyspozycji. Ale i tak wiekszosc czasu spedza na desce, w wodzie. Dlatego nazywaja mnie tu rybka, tlumaczy wyciagajac ze stop kolce jezowcow. Bardzo mocno podkresla, ze najwazniejsze jest robic to na co naprawde ma sie ochote, tu i teraz. Jej partner zginal w wieku 28 lat, kiedy razem surfowali. Teraz sama realizuje ich wspolne marzenia. Opowiada tez o mamie swojej przyjaciolki, ktora nie mogla sie doczekac przejscia na emeryture. Planowala wielka podroz. Dwa dni po jej ostatnim dniu w pracy miala zawal.
Tu i teraz. I tak zyje.
W zwiazku z lenistwem dnia poprzedniego o maly wlos ominelaby nas prawdziwa perelka. Uratowali nas pogodni poznaniacy - Joasia i Bogdan. Ostatniego dnia naszego pobytu, oddali nam do dyspozycji swoj wypozyczony samochod, dzieki ktoremu dotarlismy do wioski Ororunga. Opuszczona osada polozona jest na koronie wulkanicznego krateru, miedzy wyraziscie niebieskim oceanem i ukrytym w kraterze wulkanicznym jeziorem. Dla nas to najbardziej niezwykle miejsce w jakim mieszkali ludzie.
Natomiast dzieki Joasi i Bogdanowi na naszej liscie miejsc do zobaczenia, pojawily sie kolejna pozycje: Jemen, Islandia oraz Poludniowa Afryka. Ale to jak bedziemy okrazali swiat nastepnym razem.

Powrót
  Opinie o hotelach
nasz sprzęt

bilety

bilety