NASZE PODRÓŻE  
Trasy naszych wypraw  
Ludzie z naszych wypraw  
Ulubione zdjęcia  
Pomysły na biznes  
Wrażenia ekologa  
Ciekawostki kulturowe  
O nas / kontakt  
Inspiracje  
Przygotowania / Rady  
My w mediach  
Do nich wrócimy!  
ENGLISH VERSION  
 

2007-03-03  Argentyna, Buenos Aires, 21-27/02. Miasto, ktore nie zasypia.

Hmm, jak tu ja poderwac, zeby Aga nie zauwazyla... Hmm, how to hit on her without Aga noticing... Tango w Buenos jest zupelnie miedzynarodowe. Confiteria Ideal. Tango in Buenos is totally international. Confiteria Ideal. Mamy juz 50 pocztowek, ale ta tez jest ladna! We{ve got 50 postcards already, but this one is nice too... Buenos ma specjalna gazete dla gringo. Buenos has a special paper for gringo. El Caminito. Kiedys wsrod burdeli tu rodzilo sie tango. Dzis nie nalezy tedy spacerowac po zmroku. El caminito. Earlier among bordellos the tango was born here. Still it is not a good place to walk in the dark. Centrum Buenos. Buenos centre. Targowisko (p)roznosci. Antigue market.


W ramach rekompensaty za opoznienie naszego lotu do Buenos linie lotnicze, nie do konca swiadomie, zafundowaly nam trzy prezenty - darmowy posilek na lotnisku, spektakularny widok wschodu slonca nad Buenos z samolotu oraz nocleg w samolocie zamiast hotelowego lozka, bonus ktory z przyjemnoscia w calosci przejemy.
W pelni poranka w poblize naszego hostelu zawozi nas autobus na monety. Pieniadze wrzuca sie do ustawionej przy kierowcy maszynki, ktora w zamian drukuje bilet. Wolimy nie sprawdzac skutecznosci tego oryginalnego rozwiazania w godzinach szczytu.
Nasz hostel o wiele mowiacej nazwie "The old curiosity shop" (sklep ze starociami) oglasza sie w Internecie jako jedyne miejsce bez nudnego tanga czy lekcji hiszpanskiego. Fagu, sympatyczny mlody Argentynczyk, ktory w zasadzie wciaz jest w trakcie otwierania lokalu, nie potrafi takze powiedziec zbyt wiele o pilce noznej, wyscigach konnych, najblizszej pralni, czy poczcie.
Wyroznij sie albo zgin - Fagu zdaje sie intuicyjnie wyczuwac to ukute przez Jacka Trouta prawo rynku. Do naszej dyspozycji jest kuchnia i lodowka, ktorej jedynym jadalnym mieszkancem jest lekko przeterminowany serek. Zupelnie jak w domu. Klimatyczny hostel ma tez jedna bardzo dla nas cenna atrakcje - malutkiego kotka, ktory z czasem sie do nas przyzwyczaja i przychodzi na zebry po platki owsiane z mlekiem oraz bohatersko zmierzyc sie z paskami w naszych plecakach. Wieczorem przylapujemy go w kuchni na polowaniu na karaluchy; wyjatkowo skutecznym zreszta. I pomyslec, ze dalam sie polizac temu uroczemu malenstwu, stwierdzam ze zgroza.
Mimo wszystko zauroczeni atmosfera miejsca przycupnietego w San Telmo, tangowym zaglebiu Buenos, oraz, nie ukrywamy, niska cena wypijamy z Fagu mate przyjazni i postanawiamy spedzic tu wszystkie noclegi.
Gospodarz wyjasnia nam wreszcie przyczyne dziwnych spojrzen, ktorymi bylam obdarzana przez kelnerow za kazdym razem, kiedy w restauracji probowalam zamowic mate. Jak rowniez powod nieszczegolnie higienicznych propozycji sprobowania mate ze wspolnej bombadilli (rodzaju metalowej slomki), ktore nas spotykaly od przygodnie spotkanych przyjaznych mieszkancow Argentyny. Mate sie pije razem z jednego naczynia na znak przyjazni. Zaden szanujacy sie Argentynczyk nie wezmie za to pieniedzy. Nie mam wyjscia, kupuje wlasny zestaw. Fagu pomaga mi przeprowadzic skomplikowany i dlugotrwaly rytual przygotowania naczynia do pierwszego uzycia i kolejna mate pijemy wspolnie z mojego nowego nabytku.
Niedawna smierc babci Michala sprawia, ze nie mamy nastroju na planowane wczesniej huczne tangowanie. Pierwsze dni spedzamy snujac sie po rozswietlonych sloncem uroczych uliczkach, niezwyklych rynkach ze starociami i malych sklepikach z antykami. Ze wszystkich katow wyglada do nas tango - z postaci namalowanych na murach, obrazow ulicznych sprzedawcow, wystaw sklepow z pamiatkami, glosnikow barow, knajp i restauracji czy splecionych nog przygodnych tancerzy. Rozpoczynajacy sie wlasnie festiwal tanga sciagnal amatorow i profesjonalistow z calego swiata, podgrzewajac panujaca tu przez caly rok tangowa atmosfere.
Zwiedzamy sklepy z butami do tanca. Polki ozdabiaja wymyslne szpilki we wszystkich mozliwych ksztaltach i kolorach. Z bolem serca odkladam trzydziesci osiem par pieknych butow, decydujac sie tylko na dwie. Choc roznorodnosc krojow meskiego obuwia nie ma sobie rownych chyba w zadnym polskim sklepie, zadowolony Michal juz od godziny dzierzy swoj nabytek. Na lowy wybral sie tu takze Tadeusz, znajomy z warszawskich milong. Obeznany z Buenos, to nie pierwsza jego podroz tutaj, dzieli sie z nami odrobina swojej wiedzy.
Kolejne kilka godzin spedzam oblozona tangowymi plytami w przesluchiwalni sklepu muzycznego, podczas gdy Michal bezskutecznie walczy o przewodniki na dalsza czesc naszej podrozy - Nowa Zelandia i Australia jakby nie istnialy, za to mozemy liczyc na pomoc w odkrywaniu Senegalu czy Florencji.
W porcie, w jednej z przydroznych budek, delektujemy sie kanapkami pelnymi wysmienitej wolowiny z grilla. W tym kraju maja mieso, ktorego nie sposob zepsuc.
Jednego z pierwszych wieczorow idziemy tez do teatru. Sala wypelniona jest niewielkimi stolikami, dyskretnie oswietlonymi czerwonymi lampkami. Wokol kreca sie kelnerki oferujac drinki publicznosci oczekujacej na rozpoczecie Tanguery, dzisiejszego spektaklu. Kiedy kurtyna sie podnosi, odslaniajac tancerzy w portowej scenografii, cala soba przenosimy sie na scene, jak zaczarowani obserwujac historie mlodej francuskiej imigrantki, ktora biedny gaucho probuje wydobyc ze szponow lokalnego mafiozo.
Nastepnego dnia po raz kolejny w czasie tej podrozy dochodzi miedzy nami do rozstania.
Nie bede ukrywal, zostawilem Age dla pilki noznej. Pojechalem ogladac mecz Independiente - Boca Juniors. Nie wiedzialem gdzie jest stadion. Wiedzialem jakim autobusem mam jechac. Wypatrzylem w nim mlodego Argentynczyka w czerwonej koszulce Independiente i razem dotarlismy na miejsce. W pierwszej polowie siedzialem wsrod kibicow Independiente. Po pierwszych 20 minutach, Independiente prowadzilo 1-0. W tym czasie trafilo rowniez w slupek i poprzeczke bramki Boca. Wydawalo sie, ze zmiazdza przeciwnikow. Wsrod kibicow euforia: ciagle spiewy, skakanie tak, ze stadion autentycznie drzal. A po golu, radosc taka jakby Argentyna zdobyla mistrzostwo swiata. I nagle Boca strzela 2 gole. Cisza. W przerwie, wiedziony intuicja zmieniam strony. Siadam wsrod kibicow Boca. Cala 2 polowa to oblezenie ich bramki tuz za ktora siedze. A w ostatniej minucie stalo sie cos absolutnie niezwyklego. To:
http://www.youtube.com/watch?v=itiWoIIsRyI
Martin Palermo strzela gola spoza polowy boiska na 1-3! Wsrod kibicow absolutna ekstaza. Szaleje i ja (na filmie, wsrod kibicow w granatowo-zoltych strojach, 42 od prawej w 16 rzedzie od dolu). Moj sasiad, szczesliwy wielki brodacz, caluje mnie zamaszyscie w oba policzki. Aga slyszy historie meczu tylko 7 razy.
Ja w tym czasie ide sie udoskonalac na zajeciach z techniki tanca dla kobiet. Warsztaty prowadzi mocno korpulentna babeczka o wyjatkowo zgrabnych nogach usadzonych na wysokich szpilkach. Obrazowo tlumaczy nam trzy dary, ktore w tango kobieta musi ofiarowac mezczyznie - energie, ktora on powinien poprowadzic, swobodna noge oraz zaufanie. Nie wszystko zloto co sie swieci, przestrzega nas. Prawdziwi milongero sa po siedemdziesiatce. Siwi panowie przed szescdziesiatka w czasach swojej mlodosci tanczyli rock'n'rolla, a za tango zabrali sie tuz przed emerytura. Jej donosny smiech jest zarazliwy, a lekcje o tango przeplataja sie z lekcjami o zyciu. Pokaz tanca na koniec zajec emanuje zmyslowoscia.
Ostatnie noce przeznaczamy na posmakowanie milong. Pomagaja nam w tym bajecznie tanie taksowki o stawkach niezmiennych bez wzgledu na pore dnia. W Buenos kazdy tanguero znajdzie cos dla siebie. Zaczynamy od Confiterii Ideal, miejsca gdzie krecono czesc scen kultowego dla nas filmu Carlosa Saury, Tango. W klimatycznych wnetrzach orkiestra na zywo gra same tangowe hity. Jestesmy wczesnie i parkiet sie jeszcze nie zapelnil. Michal daje sie poniesc muzyce i z boku dobiegaja nas oklaski gringo. Natychmiast gubimy krok, po czym dyskretnie przemieszczamy sie w drugi rog parkietu. Klub sie zapelnia, a przy stoliku obok dostrzegamy Kasie i Mariusza, pare znajoma z warszawskich milong. Przyjechali tu tangowac przez dwa tygodnie.
Nastepny przystanek jest bardzo tradycyjny. Z tanczacego tlumu wyjatkowo czesto wyzieraja biale glowy, wiec uwaznie wypatruje prawdziwych milongeros, ale tez nie mam ochoty opuszczac objec Michala. Nie przyzwyczajeni do tlumow na parkiecie szybko sie meczymy. W bezpiecznej odleglosci od strzelajacych obcasow niedoswiadczonych tancerzy podziwiamy poruszajace sie w idealnej harmonii pary.
Na koniec popelniamy tangowe swietokradztwo i wybieramy sie na milonge w rytmie tanga elektronicznego. Gra zespol Tanghetto, w tym roku po raz kolejny nominowany do latynoskiej Grammy. W swietokradztwie oprocz nas uczestniczy dobrze ponad setka innych osob. Atmosfera zdecydowanie luzniejsza - wsrod klasycznych tangueros przemykaja pary w adidasach i japonkach. Odswiezajace, stwierdzamy, ale tylko raz na jakis czas. Jakby przychylniej wspominamy rowniez nasza ulubiona w Warszawie Zlota Milonge.
Zdecydowanie zbyt krotki dla nas pobyt w Buenos wykorzystujemy tez na nadrobienie zaleglosci filmowych. Krolowa jest ciekawa, ale nas nie wciaga, natomiast o Ostatnim Krolu Szkocji dyskutujemy jeszcze przez kilka kolejnych wieczorow.
Niedospani i ciagle nienasyceni atmosfera Buenos wyruszamy dalej. Nastepny przystanek - Wyspa Wielkanocna.



Powrót
  Opinie o hotelach
nasz sprzęt

bilety

bilety