NASZE PODRÓŻE  
Trasy naszych wypraw  
Ludzie z naszych wypraw  
Ulubione zdjęcia  
Pomysły na biznes  
Wrażenia ekologa  
Ciekawostki kulturowe  
O nas / kontakt  
Inspiracje  
Przygotowania / Rady  
My w mediach  
Do nich wrócimy!  
ENGLISH VERSION  
 

2007-02-04  Boliwia, La Paz, 28-29/01. W prowincjonalnym wielkim miescie.

Widok w La Paz. View of La Paz. Tej uliczki nie bylo w naszym przewodniku. This street wasn´t mentioned in our guidebook. Lapazianki kot. Dumna rasa. Lapasian cat. Proud animals. Klimatyczna uliczka handlowa. Pictureque street filled with little souvenir shops. Widok z przypadkowej knajpy. View from a cafeteria. Glowna ulica zastawiona busikami i nawolywaczami. Wiekszosc z nich jedzie ta sama trasa. Combi on a main street. Most take the same route. Skutek orgii ksiazkowej w La Paz. The result of La Paz book shopping orgy.


W zwiazku z problemami komunikacyjnymi z Chilijskimi liniami lotniczymi, spedzilismy dodatkowe 2 dni w Limie. Jak zwykle Daniel i Iza o nas zadbali, wiec nie narzekalismy, ale teraz czas zaczyna nas gonic. 27 lutego mamy lot na Wyspe Wielkanocna. Do tej pory chcemy zobaczyc kawalek Boliwii, Chile i Argentyne. Dalej ruszamy z kopyta.
Do stolicy Boliwii w sumie przez 12 godzin wiozly nas cztery autobusy, dwie taksowki i jeden samolot. Samolot zafundowal nam najbardziej ekscytujacy jak do tej pory start, gdy po gwaltownym przyspieszaniu, zamiast oczekiwanego wznoszenia sie, zaczelismy gwaltownie hamowac. Przejsciowe problemy techniczne, jak nam wyjasniono, zostaly szybko rozwiazane, ale do konca lotu z pewnym niedowierzaniem wsluchiwalam sie w prace silnika.
La Paz jest najwyzej polozona stolica na swiecie - 4200m. Nauczeni doswiadczeniem postanowilismy sie zastosowac do trzech obowiazujacych tu nowicjuszy zasad: chodzic wolno, jesc malo, spac duzo. Ale i tak piszczy nam w uszach, bola nas glowy, a nosy wysychaja na wior.
Miasto rozsiadlo sie wygodnie w pieknej, gorskiej dolinie. Skazani na calodzienny pobyt tutaj przez brak biletow w autobusie do Salar de Uyuni, nie mamy powodow do narzekania. Co krok trafiamy na urocze uliczki, placyki i zakatki. O tych najbardziej niezwyklych nie ma nawet wzmianki w naszym przewodniku, choc znajduja sie doslownie o krok od trasy wycieczkowej opisanej w Lonely Planet. Byc moze wlasnie dlatego wiecej tu tradycyjnie ubranych indianek, niz tradycyjnie ubranych turystow.
Niewielka agencja podrozy oferujaca wymiane ksiazek o malo nie przyprawia Michala o zawal, gdy stanowczo oglaszam, ze bierzemy 6 sztuk. Razem z posiadanymi egzemplarzami dobilismy tym samym do okraglego tuzina. Standardowo takie miejsca oferuja kryminaly, thrillery i romanse, w ktorych jakos nie specjalnie gustuje. Teraz, wyposazona w klasyke literatury podrozniczej i dwie biografie, spogladam na La Paz jeszcze laskawiej.
Mimo ze miasto rozciaga sie jak okiem siegnac, niemal w kazdym z miejsc, ktore odwiedzamy, czujemy sie jak w prowincjonalnym malym miescie. Samochody i ludzie niespiesznie podazaja w swoja strone. Nawet kina w samym centrum oferuja w porywach do dwoch filmow; kroluje agent 007. Tylko na glownej ulicy spokoj zaklocaja naganiacze zwolujacy ludzi do busikow, podstawowego tu srodka transportu. W powolne tempo miasta doskonale wpisuja sie tutejsze knajpy, gdzie od zamowiena do realizacji uplywa w najlepszym razie godzina i to tylko jesli danie nie jest skomplikowane, jak na przyklad herbata.
Z ulga przyjmujemy natomiast brak nachalnych sprzedawcow pamiatek. Tutaj goruja czysciciele butow, mlode chlopaki ubrane w narciarskie kominarki kompletnie zaslaniajace twarz i gleboko nasuniete na blyszczace oczy czapki baseball'owki. Podobno zarabiaja na szkole i nie chca byc rozpoznani przez rowiesnikow, na nas mimo wszystko robia wyjatkowo niepokojace wrazenie. W naszych sandalach z trzema paskami na krzyz czujemy sie jednak bezpieczni. Jak sie okazuje nieslusznie - dwoch dzentelmenow probuje nas przekonac, ze naprawde da sie je wypastowac.
Na dworcu tesknym okiem spogladam na autobusy jadace do Potosi, uroczego miasteczka slynacego z kopalni srebra. Dla chetnych dodatkowa atrakcja - podziemny pokaz wysadzania dynamitem skal. Zyczliwi twierdza, ze zginelo przy tym wiecej turystow, niz na terenie calej Boliwii w porwaniach i napadach razem wzietych. Niestety nie starczy nam czasu, zeby sie zmierzyc z tym wyzwaniem.
Trudno powiedziec czy bardziej z zalem, czy ulga przyjelismy informacje, ze w porze deszczowej najbardziej niebezpieczna droga swiata jest zamknieta. Chyba jednak zdjecia nam wystarcza.
Ruszamy do Uyuni na podboj pustyni.



Powrót
  Opinie o hotelach
nasz sprzęt

bilety

bilety